FORUM KOD CZASU  Strona Główna FORUM KOD CZASU
Dziwne, Nieznane,Niepokojące. Istnieje od 06.02 2006

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: Jakub
Nie Cze 15, 2008 14:12
Masoneria i Żydzi
Autor Wiadomość
Barakus 
Moderator
patriota


Dołączył: 08 Mar 2006
Posty: 492
Skąd: Tylko Polska
Wysłany: Pon Kwi 17, 2006 16:55   Masoneria i Żydzi

Co łączy Żydów z masonami?
Postaramy się na ten temat tu odpowiedzieć.
 
 
Barakus 
Moderator
patriota


Dołączył: 08 Mar 2006
Posty: 492
Skąd: Tylko Polska
Wysłany: Pon Kwi 17, 2006 16:55   

"Żydostwo i masoneria w przełomie dziejowym" - Konstanty Z.Hanff, Zbigniew Rutkowski


Fragmenty książki

JIDISZE CAJTUNG - GAZETA WYBORCZA

Kiedy grupa amerykańskich obywateli pochodzenia koreańskiego, wyznawców osławionego Moona, założyła w Waszyngtonie gazetę w języku angielskim, to została ona powszechnie okrzyczana, jako gazeta koreańska, moonowska. A jeśli grupa polskich obywateli, pochodzenia żydowskiego, wyznawców osławionego Marksa i/lub nie mniej znanego Trockiego, założyła w Warszawie gazetę w języku polskim, to chyba można śmiało nazwać ją gazetą żydowską, co w języku Aszkenazyjczyków brzmi właśnie: "Jidisze Cajtung". Timothy Garton Ash, znany korespondent The New York Times, w lutowym wydaniu miesięcznika The New Yorker, opublikował "list z Warszawy" pod tytułem "Helena's Kitchen", czyli "Kuchnia Heleny". W tym tytule jest jednak gra słów, której polski czytelnik nie odcyfruje. Tytuł celowo brzmi podobnie do "Hell's Kitchen", czyli "Piekielna kuchnia", a pod tą nazwą uprawia się w Ameryce produkcję dobroczynnych zupek (w rzeczywistości całych obiadów!) dla ubogich, choć w slangu oznaczało to także warzenie kompotu, czyli nielegalną produkcję środków odurzających. Artykuł długi. Bardzo długi. Na siedem stron miesięcznika, na 18 szpaltach, ozdobiony czterema rysunkami oraz zdjęciem przedstawiającym klasyczny żydowski bajzel, panujący w redakcji tej Jidisze Cajtung. Uznajemy za niezmiernie wskazane zapoznanie polskiego czytelnika z bardzo interesującymi informacjami, wyłuskanymi z tegoż reportażu pana Asha. Już sam początek jego artykułu ma zachęcający, literacki wydźwięk: "Pewnego ponuro-jesiennego popołudnia w roku 1980, słabo zbudowana kobieta o brązowych włosach w nieładzie a oczach silnie szaro-zielonych, powitała mnie u drzwi jej małego mieszkania w jednym ze wstrętnych nowych osiedli mieszkaniowych, które reżym komunistyczny porozrzucał po Warszawie. Byłem w Polsce, aby być świadkiem robotniczej rewolucji, prowadzonej przez ruch Solidarności... a mówiono mi, że Helena Łuczywo będzie wspaniałym źródłem informacji". Opisy Asha są kontynuowane w tym właśnie stylu i duchu, ale nam wystarczą chyba same tylko informacje. Pisze więc Ash, że pani Helena była właśnie zajęta przygotowywaniem następnego numeru "samizdatowej" gazety Robotnik. Trwała właśnie rewolucja, jak pisze autor, i wszystko robiono w niezwykłym pośpiechu, gdyż lada moment rosyjskie czołgi mogą przekroczyć wschodnią granicę Polski... A ponieważ te wizyty składał Ash zwykle w zadymionej i zatłoczonej kuchni pani Heleny, więc stąd i tytuł reportażu... Pisze więc Ash, że odwiedzał tą kuchnię w czasie tej rewolucji wielokrotnie, choć w czasie stanu wojennego władze utrudniały mu kontynuowanie przyjaźni ze swymi warszawskimi współplemieńcami. Ale jak tylko dostał wizę, to gnał natychmiast do kuchni Heleny, wprost, bez uprzedniego telefonowania, aby "zmylić władze", które przecież i tak śledziły każdy jego krok, o czym on w swej amerykańskiej naiwności oczywiście wiedzieć nie mógł. Dziś - pisze Ash - Helena jest kluczową osobistością w cieszącej się ogromnym sukcesem gazecie post-komunistycznej Europy: w Gazecie Wyborczej, rozchodzącej się w ponad 500.000 egzemplarzy dziennie i dodatkowe 200.000 egzemplarzy w wydaniach weekendowych. Helena jest zastępcą redaktora i członkiem zarządu. Gazeta ma oczywiście bardzo dużo reklam, gwarantujących jej dochodowość. Gazeta stoi teraz tak dobrze, że jej macierzysta firma Agora za poradą Credit Suisse Pirst Boston ma wkrótce wystąpić jako spółka akcyjna i rozpocząć sprzedaż swoich akcji na giełdzie w Warszawie i w Londynie. Kierownictwo firmy będzie ubiegać się o inwestorów w całej Europie i w Stanach Zjednoczonych. Firmę szacuje się w granicach pomiędzy trzystu a pięciuset milionami dolarów. Nagle, moja przyjaciółka - pisze Ash - Helena stanie się bardzo wpływową, no i bogatą kobietą. Linia polityczna Wyborczej jest wytyczana przez redaktora naczelnego, byłego "dysydenta" , charyzmatycznego Adama Michnika. Proszę nie zapominać, że umyślnie cytuję Asha bez cudzysłowu. Ash nie mógł przecież napisać: "Adam Szechter, pseudo Michnik"! Ale napisał, że jest on źródłem ustawicznych kontrowersji... ale do tego tematu jeszcze powrócimy! Nacjonalistyczna prawica atakuje gazetę, że jest ona częścią zmowy - zmowy żydowskiej, czyli bolszewicko-kapitalistycznej (to miało brzmieć ze strony autora kpiąco!), że podkopuje moralną tkankę narodu, który uważa, że aby być Polakiem, to trzeba być katolikiem. Ash uważa, że Wyborcza dobrze broni Polski przed stereotypami panującymi na Zachodzie, oraz przed atakami ze strony Trybuny. No a teraz nieco szczególików z tego reportażu. Helena urodziła się w Warszawie, podczas pierwszej zimy po wojnie, czyli w roku 1945. Jej ojciec: Ferdynand Chaber, syn bogatej rodziny żydowskich handlarzy winem. Został on w latach dwudziestych komunistą. Okres wojny spędził w Rosji. Wrócił do Warszawy, jak tylko władzę opanowali komuniści, za plecami rosyjskich czołgów. Pracował w wydziale propagandy komunistycznej partii. Proszę pamiętać, że ja tylko tłumaczę fragmenty wielkiego reportażu i bardzo niewiele dodaję od siebie. Skąd bym wiedział o takich rodzinnych tajemnicach? Helena twierdzi, że jej mama miała na nią większy wpływ niż ojciec. A mama nazywała się Dorota Guter, z żydowskiej rodziny drobnych kupców, wzór poświęcenia, pracowitości i z głębokim polskim patriotyzmem. Miała ukończone prawo. Kiedy Niemcy dokonali napaści, razem z mężem udała się do Rosji, gdzie ukończyła jeszcze szkołę inżynieryjną. A trzeba podkreślić - pisze Ash - że ta żydowska mamusia była głęboko przejęta polskim romantyzmem i tradycjami, prezentowanymi przez takiego poetę, jak Adam Mickiewicz... Helena była wychowana tak, że myślała o sobie, po prostu, że jest Polką... To było jednak trudne. W roku 1968, kiedy była studentką Uniwersytetu Warszawskiego, przeżyła antysemicką kampanię, zorganizowaną przez komunistycznych przywódców. Tu muszę dodać od siebie, że w roku 1968 Helena musiała mieć już 23 lata i była chyba na ostatnim roku, lub raczej już po studiach. A hasłem ówczesnych "studentów" było: "Zambrowski do Biura", bo jakoś wtedy PZPR pozbyła się Żydów we władzach naczelnych, a "rewolucjoniści", czy raczej "dysydenci", w rodzaju pań Łuczywo i Lasoty, domagali się ponownego wprowadzenia Żydów do Biura Politycznego PZPR. Ta "dysydencja" miała zdecydowanie żydowsko-nacjonalistyczny charakter i nie miała nic wspólnego z romantycznymi ciągotkami tych pań, czy ich kochanych, wysoce partyjnych, rodziców... Ash pisze, że nazywał dawniej Helenę "Róża Luksemburg Solidarności", co było niezmiernie pasujące do niej. Lecz ona temu teraz zaprzecza i twierdzi: "Jestem teraz Małgorzatą Thatcher!" Tak się oto komuniści przedzierzgają w kapitalistów. Czytelnik winien zwrócić baczną uwagę na fakt, że tatuś Heleny był przed wojną handlarzem win - o czym Ash wcześniej wspomniał... Czyli był chyba raczej kapitalistą wedle sowieckiego rozumowania. Jednak znalazł się nie tylko w komunistycznej partii, lecz zajmował jeszcze znaczne stanowisko w partyjnej propagandzie i to natychmiast po wkroczeniu bolszewików do Warszawy. Córka natomiast, po przeżyciu strasznego prześladowania w roku 1968 odżegnała się od komuny i została "dysydentką". A teraz "robi" w kapitalistycznej propagandzie, co na jedno wychodzi. Mimo tych prześladowań ukończyła studia i pracowała - no, gdzieżby? - w banku! I tak jej jakoś upłynęły następne lata, aż w 1976 roku nawiązał z nią kontakt "przywódca" opozycji, Jacek Kuroń. Dzięki temu związała się z "KORkowcami", jak pisze Ash. W grudniu 1981 Helena zaczęła się ukrywać. Z ukrycia pomagała produkować Tygodnik Mazowsze przez całe 7 lat, i jakoś Bezpieka nigdy jej nie znalazła i nie aresztowała... W tym miejscu, w szpalty reportażu włamany jest rysunek przedstawiający żmiję. Nie wiem, czy autor, pan Ash, tak sobie tylko na to pozwolił, czy też ma to mieć ukryty sens. Czy żmija reprezentuje tych piekielnych antysemitów - komunistów, którzy chcieli Helenę ukąsić, ale nie mogli? Długo nad tym się zastanawiałem i, doprawdy, nie zdołałem doszukać się powodu, dla którego symbol żmii miałby coś wspólnego z treścią reportażu. Pisze dalej Ash, że małżeństwo Heleny z domu Chaber z panem Witoldem Łuczywo rozpadło się w roku 1989, czyli jednocześnie z rozpadem sowieckiego imperium. Nie wiedziała pani Helena, czy zostanie fanatyczną aktywistką polityczną idąc w ślady swego ojca? Tak czy inaczej, już w roku 1986 władze komunistyczne pozwoliły jej na spędzenie roku w Stanach Zjednoczonych, jako "stypendystce pokoju" w Radcliffe College Bunting Institute. No, a dwa lata później zaczął się już nowy "ruch" w interesie, nowa fala Solidarności, Magdalenka etc. Czas naglił. Utworzono więc spółkę: Agora, z dwudziestoma czterema akcjonariuszami, m.in. Andrzejem Wajdą, Zbigniewom Bujakiem. Ash przyznaje, że krytycy Gazety Wyborczej nazywali ją Gazetą Wybiórczą, i mieli rację, nikt nie zaprzeczy, iż główną maksymą tego pisma jest tendencyjność. Ash w swym reportażu nie ukrywa, że Gazeta ma nieco sarkastyczny styl, lecz w tonie niecierpliwie potępiającym starą, konserwatywną, katolicką, nacjonalistyczną Polskę... Zupełnie zrozumiałe: Jidisze Cajtung ma pełne prawo potępiać katolicką i narodową Polskę! Kierowniczką przedsiębiorstwa Agora jest koleżanka Heleny z lat szkolnych, Wanda Rapaczyńska. Wanda opuściła kraj w roku 1968, z czego wynika, że tylko jej nazwisko ma polskie brzmienie. Szkoda, że Ash nie napisał, czy pani Wanda jest asymilowana i w jakim stopniu? Studiowała pani Wanda w USA psychologię, ale to nie taki znów interes, więc przerzuciła się na Yale School of Management, po czym podjęła pracę - no, gdzieżby? - w Citibank w Nowym Jorku. Zawszeć to koło pieniędzy cieplej... Dzięki więc pani Wandy umiejętnościom Agora rozszerza się na radio i telewizję i zwiększa znacznie dochody dzięki pozyskiwanym reklamom. Przechwala się nieco twierdząc, że jest w stanie uzyskać kredyty bankowe znacznie przewyższające możliwości polskich banków! Pozyskano więc inwestorów z USA, m.in. Cox Enterprises. No, ale dla zagwarantowania pobieranych kredytów firma musi mieć wyraźnych właścicieli. Pomysł na to dobrze znany na Zachodzie: aby nikomu nie przyszło do głowy "przegłosować" zarządu, wydaje się dwa rodzaje akcji. Akcje A - w ograniczonej ilości - z prawem głosowania, oraz duże ilość akcji klasy B - bez prawa głosowania. Zarząd stanowią obecnie Helena, Wanda oraz Piotr Niemczycki, oraz redaktor naczelny i jakiś starszy dyrektor (Adam Szechter pseudo Michnik? I kto jeszcze? A czy Niemczycki to nazwisko rodowe, przybrane, czy też pseudonim?) Ash twierdzi, że nowa Polska to taka, której ludźmi mogą być żydowscy-Polacy, katoliccy-Polacy, niewierzący-Polacy, protestantccy-Polacy lub ukraińscy-Polacy. Także biali, czarni i brązowi Polacy. Racja, to jest właśnie marzenie żydomasonerii: Europa ma być wymieszana z Afryką, to przestanie być Europą! Jakoś pan Ash zapomniał o żółtych. A, już wiem: żółtych Amerykanie bardzo nie lubią... Pisze więc na ostatniej stronie pan Ash, że skoro Adam, Wanda i Helena są Żydami, to ten żydowski temat będzie nieraz poruszany w prawicowej prasie. Zgadza się, co do joty! Nie mogę tylko zrozumieć, dlaczego pan Ash pisze teraz, że oni są Żydami, skoro cały czas starał się udowodnić, jakimi to oni są polskimi patriotami. Jemu wydaje się to proste, skoro tzw. Amerykaninem może zostać każdy, jeśli po 5 latach pobytu uzyska obywatelstwo. No, bo Amerykanin, to tak jak "sowieckij cziełowiek" - narodowość nieważna. Różnica polega na tym, że każdy Żyd ma prawo pobytu w Izraelu automatycznie i automatycznie uzyskuje obywatelstwo z momentem przekroczenia granicy. Nikt inny takiego prawa nie ma! Izrael ma prawo być państwem rasistowskim i nacjonalistycznym. Żydzi maja prawo gnębić swoją mniejszość narodową, to znaczy braci semitów arabskiego pochodzenia. A my musimy Żydów głaskać i czytać Jidisze Cajtung. A propos: pierwszy raz w życiu musiałem przeczytać tę gazetę. Numer 148 z dnia 28 czerwca 1999. Musiałem, gdyż w tym numerze opublikowano reportaż Piotra Bojarskiego pt. "Zdrowy oddech". Tematem tego reportażu jest wydawnictwo WERS oraz jego twórca, Zbigniew Rutkowski. Treść tego reportażu w jakimś stopniu dotyczy mojej osoby, gdyż dwa razy autor wymienił moje nazwisko, na szczęście bez pochwał pod moim adresem. Piotr Bojarski najwidoczniej starał się, aby "obrobienie" Rutkowskiego wypadło w miarę obiektywnie, choć z odpowiednim "dołożeniem", jako puentą, na końcu reportażu. Większość rozmówców Bojarskiego wyrażała się bowiem o Rutkowskim pozytywnie. Jednak reportaż w Gazecie nie mógł być zakończony nutą pozytywną. Był przecież reakcją Żydów na "aferę" z książkami WERSu w Gdańsku. Dokuczliwa też musiała być dla nich riposta Rutkowskiego na pismo Kurii Gdańskiej adresowane do ks. prałata H. Jankowskiego. Dnia 29 stycznia 1999 r. Rutkowski skierował tą ripostę na imię ks. Arcybiskupa dra T. Gocłowskiego i wyłożył w nim powody swego zaniepokojenia. Co gorsza, reprodukuje on teraz to pismo w każdej z następnych, wydawanych przez siebie książek. Toteż negatywna opinia o Rutkowskim, zgodnie z "KORkowskim" szablonem, musiała pochodzić od księdza. Reportażysta zdobył tę negatywną opinię od ks. Feliksa Lenorta z Wydziału Teologicznego UAM. Ksiądz Lenort zapomniał najwidoczniej o tym, że mieliśmy dawniej tzw. "księży-patriotów". Jego bowiem opinia brzmi, jakby pochodziła od członka Zakonu Braci Konformistów Posoborowych... A przecież nie ulega najmniejszej wątpliwości, że Kościół nasz - niestety - dzieli się na względnie zdrowy i totalnie modernistyczny. W Polsce, to może jeszcze pół biedy, ale gdyby tak prawdziwie wierzący księża zechcieli przyjrzeć się, do czego doprowadza "modernizm" w Kościele w USA, to może skorygowaliby swoją opinię. Ksiądz-konformista martwi się, że ludziom trudno wyrwać się z minionego okresu, w którym jednomyślność Kościoła w Polsce należała do wartości nadrzędnych. To są słowa ks. Lenorta, z których wynika, iż jest przeciwny tej minionej jednomyślności. A zatem, gdyby zechciał, czy potrafił, rozumować logicznie, to powinien cieszyć się niezmiernie, że taki WERS ośmiela się mieć inne zdanie, aniżeli księża-konformiści posoborowi. Przecież twierdzą oni, że Kościół musi być "otwarty"?! Ksiądz Lenort ma czelność twierdzić, że książki WERSu "to nie są chrześcijańskie książki"! Tego uczą na Wydziale Teologicznym UAM?! A przecież prawie wszystkie książki WERSu, a co najmniej dwie-trzecie, to są książki oparte na zdrowej doktrynie katolickiej, lub oparte o dzieła napisane przez wybitnych duchownych Kościoła Katolickiego, oparte o encykliki papieskie itd. To nie jest chrześcijańskie ?! Ksiądz Lenort (szkoda, że Bojarski nie zwerbował ks.Tischnera) powołuje się na "elementy przesłania, które przyniósł nam Jezus: miłość, pokój, braterstwo, przebaczenie". No to niech mi ks. Lenort przebaczy, ale nie mogę powstrzymać się od zacytowania słów naszego Pana, Jezusa Chrystusa: "Wy z ojca diabła jesteście i pożądania waszego ojca czynić chcecie. On był zabójcą od początku i w prawdzie się nie ostał, bo nie ma w nim prawdy (Ew. św. Jana, 8:44), "A biada wam, doktorowie (uczeni w piśmie - dop. aut.), i faryzeusze obłudnicy..." (Ew. św. Mateusza, 23: cały rozdział jest ostrzeżeniem pod adresem faryzeuszy, aż wreszcie, w wierszu 33 czytamy:) "Węże! Plemię żmijowe! Jakże ujdziecie przed potępieniem piekła?". Jestem pewien, że ks. Lenort wie, kogo Chrystus nazywał żmijami?! Ten numer Gazety Wyborczej można by nazwać historycznym. Skoro już musiałem go przeczytać z uwagi na reportaż "Zdrowy oddech", to nabrałem oddechu i przejrzałem inne pozycje tego wydania. Znalazłem więc m. in. list pt. "Rabin i tradycja", pióra pani Heleny Datner. (Coś mi się to nazwisko kojarzy z panem Szymonem Datnerem. Kto to był nie pamiętam, ale z pewnością znałem to nazwisko w czasach komuny...). W tym liście pani Datner pisze, jak bardzo była poruszona tekstem "Jacka" w którym Kuroń tłumaczy racje rabina Joskowicza proszącego Papieża o usunięcie tzw. krzyża papieskiego ze Żwirowiska. Pani Datner krytykuje jednak artykuł Kuronia i wysuwa parę obiekcji. "Po pierwsze - pisze - rabin Joskowicz znalazł się blisko Papieża tylko dlatego, że mienił się reprezentantem polskich Żydów. Otóż ta legitymacja dawno już została mu odebrana, a nasza słabość - słabość Związku Gmin Żydowskich - polega na tym, że nie byliśmy w stanie efektywnie podziękować rabinowi Joskowiczowi, który z uporem nie chciał nas opuścić". "Po drugie - kontynuuje pani Datner - i najważniejsze, nie zawsze Żydzi krytykujący innych Żydów robią to ze strachu przed społecznymi konsekwencjami, bo się boją, że społeczeństwo się obrazi, lub, co gorsza, ich pobije...". Tak. Wiem o tym. Żydom wolno krytykować innych Żydów, ale wara gojom od krytykowania Żydów: to jest niedopuszczalne, to jest największa obraza Żydów, jeśli goj ośmiela się krytykować Żydów. Wolność słowa? Nie dla wszystkich! O Timothy Garton Ash ktoś powiedział, że jest on największym przyjacielem Polski. Czytelnik niniejszego artykułu - mam nadzieję - dobrze pojął, że Ash nie jest przyjacielem Polski, lecz przyjacielem polskich Żydów, a to jest coś całkiem innego. Wolność słowa? No, w Polsce jeszcze istnieje. Nawet w USA, do pewnych granic, oczywiście. Ash mógł napisał o Helenie, Wandzie i Adamie, że są Żydami, choć przecież bardzo się starają, by uchodzić za Polaków. Wolno mu jednak napisać, że ten, czy ów, jest Żydem. W Niemczech, i w całej chyba Unii Europejskiej, jest jednak już całkiem inaczej. Tam "wolność słowa" jest odpowiednio ograniczona, czyli właściwie nie istnieje. Gdyby pan Ash napisał na przykład, że Roman Herzog, Prezydent RFN, Gerhard Schroeder, Kanclerz, i Joszka Fiszer, Minister Spraw Zagranicznych, a zatem czołówka władz, nie tylko czołówka najważniejszej polskiej gazety, są żydowskiego pochodzenia, czyli, że RFN jest rządzone przez Żydów, to pan Ash zarobiłby sobie na dwa lata więzienia! Cieszmy się zatem, rodacy, że jeszcze wolno Zbyszkowi Rutkowskiemu prowadzić Wydawnictwo WERS i produkować książki, które ks. F. Lenort nazwał "niechrześcijańskimi". Wystarczy kupić parę z nich, poczytać i przekonać się, że ksiądz Lenort "buja". Cieszmy się, że pan T.G. Ash może śmiało opisywać żydowskie życiorysy posiadaczy rzekomo "polskiej" prasy. Z tych to życiorysów dowiaduje się bowiem biedny, niezorientowany czytelnik, jakie to są losy tych kameleonów: od handlu, poprzez propagandę komunistycznej partii, a w innych przypadkach: poprzez karierę zbrodniarza i mordercy sowieckiego NKWD i krajowej Bezpieki, do studiów w krajach kapitalistycznych, "dysydencji" i neokapitalizmu. Od komuny do kapitalizmu droga zresztą bardzo krótka. A efektem końcowym: faszyzm, czyli korporacjonizm. Czyli: faszyzm. Czyli: kapitalizm. Czyli: komuna. Czyli wszystko jedno, bo to i tak na jedno wychodzi, i ci sami ludzie u steru...

KULT ŚMIERCI

Czynione są dziś uporczywe usiłowania w kierunku manipulowania ludzkimi myślami poprzez podsuwanie wierzeń religijnych znikomej mniejszości jako faktów, a jej legendy -jako historię. Usiłowania fanatyków religijnych by narzucić swoje wierzenia innym nie stanowią nic nowego. Stare to, jak świat. Jeśli można panować nad ludzkimi myślami, to panuje się nad ludźmi. Są jednak ludzie, którzy nie chcą się tym narzucanym ideom poddać, którzy mają odwagę wypowiadać się przeciwko temu okropnemu kultowi. Kult ma swoje świątynie i swoich świętych, historyków i historiografów, dnie świąteczne i świętych męczenników, legendy i tabu, wiedźmy i polujących na wiedźmy, heretyków i kapłanów... ma zatem wszelkie przymioty religii, lecz nie nazywa siebie religią. Stosuje jednak naukę religii i szkolenie w dziedzinie tzw. "wrażliwości" na rzecz swego kultu w szkołach, a także prowadzi systematyczne ściganie "czarownic", tj. przeciwników tego kultu, jako metodę wymuszonego nawracania niewiernych. Co to za kult, który jest w stanie wymuszać na parlamentach uchwały zabezpieczające jego prawa i ustalające karalność za jakiekolwiek "występki" przeciwko niemu? Co to za kult, który jest w stanie wyciskać z rzekomo niezawisłych państw opłaty na swoją rzecz i to kosztem podatników, którzy nie mają z tym kultem nic wspólnego? Przede wszystkim, działacze tego kultu są cwani. Jak prawnicy, przekręcają znaczenie słów, tak by znaczyły to, co im jest wygodne. Religijne nawracanie niewiernych nazywają "oświatą", "szkoleniem", swoje świątynie nazywają "muzeami", wrogich im heretyków nazywają "podżegaczami nienawiści", a ich "czarownice", to "zbrodniarze wojenni". Ci ludzie, to Kult Holokaustu, a celem ich usiłowań jest podminowanie podstawowych swobód obywateli wszystkich państw świata. Powyższe stwierdzenie nie jest żadnym zmyśleniem. To są fakty. W Anglii, Kanadzie, Francji, Szwecji, w Niemczech i wielu innych państwach, uchwalone zostały prawa zakazujące jakiejkolwiek krytyki Kultu Holokaustu. Niejeden znalazł się już w wiezieniu za to, że powiedział iż nie wierzy w wersję historii głoszoną przez ten Kult. W USA, gdzie przecież tak bardzo "ceni się" rzekomo wolność słowa, skoro nie było możliwe uchwalenie praw na podobieństwo Europy, czy Kanady, wymyślono nowe pojęcie "przestępstwa nienawiści w stosunku do mniejszości". Murzyni, czy Koreańczycy skorzystają z tego "przy okazji", ostrze tej nowej ustawy jest wymierzone głównie przeciwko tym, którzy odważą się krytykować Kult Holokaustu. W niektórych szkołach wprowadzono już nowy przedmiot nauczania: "Studia Holokaustu", którego celem jest wbijanie w młode mózgi takiej interpretacji historii, jaka jest wygodna dla Kultu. Na lekcjach "wrażliwości" uczniowie "bawią się" w przedstawienia, na których dzieci muszą odgrywać rolę ofiar obozów koncentracyjnych. Po jakimś czasie, uczeń staje się wyznawcą Kultu Śmierci. Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie i w innych miastach, jak również Ośrodek ( Szymona Wiesenthala w Los Angeles, korzystają z państwowych dotacji, na koszt podatnika. Te "muzea" są miejscami, gdzie nieświadomi niczego młodzi ludzie podlegają indoktrynacji i stają się wyznawcami Kultu. Ten Kult jest właściwie kultem nienawiści i zemsty, a jego celem jest totalne panowanie nad opinią publiczną, zyskanie politycznych wpływów celem zgniecenia sprzeciwu, wykorzystując jednocześnie społeczne fundusze i wyciskanie pieniędzy z kieszeni podatnika. Innymi słowy, Kult ten zdobywa dochody piorąc mózgi niewinnym ludziom i prześladując Bogu ducha winnych, podczas gdy siebie Kult ustawia w moralnie nietykalnej pozycji "ofiar". Ich nieposkromione pragnienie zemsty za "holokaust" nie ma końca. Sam wyraz "Holokaust", pisany zawsze z dużej litery, jest orwellowskim konceptem stosowanym jako narzędzie propagandowe tego kultu. Przed 1970 rokiem tego słowa nie można było znaleźć w słownikach, podobnie jak pojęcia "genocide", - ludobójstwa. Pojęcie Holokaust jest obecnie interpretowane bardzo szeroko. Hasło to ma przywoływać okropne obrazy martwych ciał i ochraniać atmosferę emocjonalną mającą na celu tarzanie się w tych okropnościach. Sposób użycia tego słowa wyklucza racjonalną dyskusję na ten temat: albo jesteś wierzącym w ten kult, albo nie. Jeśli nie, to ipso facto jesteś "podżegaczem do nienawiści", "neo-Nazistą", "antysemitą", i godnym dowolnego epitetu, który by robił z ciebie zbrodniarza. Jeśli nie wierzysz w ten Kult, to podważona jest twoja wiarygodność, a nawet można uznać ciebie za okaz patologiczny. Przypominają się tu sowieckie metody. Komuniści uważali, ze ich wiara i ich system jest tak dobry i naturalny, że ktokolwiek go krytykował, ten musiał być chory umysłowo! Na tej podstawie wielu "wrogów sowieckiego ustroju" zamykano w szpitalach dla umysłowo chorych. Tylko wariat mógł być wrogiem komuny! Ten Kult jest kultem nienawiści. Nienawiści w stosunku do narodów, wśród których przyszło im żyć w przeszłości. Ten Kult jest kultem religijnym. Ich muzea są świątyniami, ci co przeżyli Holokaust są ich świętymi. Ten Kult ma licznych historiografów. Ma też swoje święta: Yom HaShoah; i świętych męczenników -ofiary Holokaustu. Jeśli przyjrzeć się dobrze wszystkiemu, co z tym związane, to staje się oczywiste, że jest to kult religijny o dalekosiężnych implikacjach politycznych... Ten kult religijny. Kult Śmierci, uprawiany od 1948 roku, obchodzi teraz swoją 50 rocznicę, jednocześnie z rocznicą powstania państwa Izrael. Ten Kult zagwarantował państwu Izrael ogromne i stale dochody. Dzięki tym dochodom, oraz dzięki wpływom, jakie ten Kult wywiera na rządy w wielu państwach, państwo Izrael istnieje i ma zagwarantowany byt.



STALIN: NACJONALISTA? ANTYSEMITA?

Anatolij Michajłowicz Iwanów w swej książce pt. Logika koszmaru (Russkij Wiestnik, 1993) stara się udowodnić, ze szereg poczynań Stalina wskazuje na to, iż był on rosyjskim nacjonalistą i prześladował Żydów. Wydaje się jednak, że interpretacja czynów Stalina odbiega od rzeczywistości. Możliwe jest raczej to. że w Sowietach - podobnie jak i teraz w USA - trwały ostre rozbieżności polityczne wśród Żydów, wskutek czego jedni byli u władzy, a innych tępiono. Trudno bowiem posądzać Stalina o jakąkolwiek wrogość w stosunku do Żydów, jeśli weźmie się pod uwagę następujące fakty: 1. Zgodnie z tendencjami panującymi w Europie w latach trzydziestych, kiedy to rządy Francji, Anglii, Polski, a także Hitlera, debatowały nad możliwościami przesiedlenia Żydów z Europy m.in. na Madagaskar, lub gdziekolwiek indziej, Stalin zorganizował Autonomiczny Okręg Żydowski na Dalekim Wschodzie, w Birobidzanie. 2. Stalin miał trzy żony. Pierwsza żona: Ekaterina Swanidze, urodziła mu syna, Jakuba. Nie był on inteligentny i pracował jako mechanik kolejowy, kiedy trafił do rak niemieckich. Hitler proponował wymianę tego jeńca na generała Paulusa, lecz Stalin odmówił. Drugą żoną była Nadia Allilujewa. Urodziła mu ona syna Wasilija, który został generałem Czerwonej Armii, który po wojnie zmarł w więzieniu. Urodziła mu ona także córkę Swietłanę. Nadia Allilujewa popełniła samobójstwo w niewyjaśnionych okolicznościach. Trzecią żoną Stalina była Róża Kaganowicz, siostra Łazarza Kaganowicza, który wraz ze Stalinem współrządził Związkiem Sowieckim. A zatem obaj zbrodniarze, Kaganowicz i Stalin, byli szwagrami! 3. Świetlana Allilujewa, córka Stalina, miała trzech mężów. Wszyscy trzej byli Żydami. Grigorij Morozow, potem Jurij Żdanow. Peter A. Hassidi pisał 12 maja 1967 r. w The Jewish Times, że: "było by nie do pomyślenia, aby Stalin sprzeciwiał się małżeństwu swej córki z Żydem". Nie wiadomo jednak, jak to drugie małżeństwo zakończyło się. Nazwiska "Morozow" i "Żdanow" nie powinny wprowadzać czytelnika w błąd, to byli Żydzi. Trzecim mężem Świetlany był Michał Kaganowicz, syn Łazarza Kaganowicza, i w ten sposób Stalin był teściem syna Kaganowicza, a Kaganowicz teściem córki Stalina. Trudno o bardziej bliskie powinowactwo. A kiedy Świetlana "uciekła" na Zachód, tj. z Indii do Anglii, to na lotnisku w Londynie powitał ją jej adwokat, Alan Schwartz. Też Żyd, który miał się postarać o przychylną opinię dla biednej córki zbrodniczego dyktatora. Biorąc powyższe pod uwagę, a także fakt, że niejednokrotnie najgorszymi "żydożercami" byli sami Żydzi, trudno posądzać Stalina o "nacjonalistyczne odchylenie", a tym bardziej o "antysemityzm".



THANKSGIVING DAY - ŚWIĘTO DZIĘKCZYNIENIA?

Chyba prawie wszyscy, którzy znają to święto, jako jedno z ważniejszych świąt amerykańskich, są przekonani, że to na pamiątkę pierwszych osadników brytyjskich, tzw. pielgrzymów, uratowanych od śmierci głodowej dzięki tubylcom. Według amerykańskiej nawet historii, ci pierwsi przybysze z Anglii "zapomnieli" zabrać ze sobą służbę, a sami nie mieli zielonego pojęcia, jak uprawiać ziemię, czy hodować zwierzęta domowe, a i broni nie mieli pod dostatkiem, aby polować, czy to na zwierzynę, czy też na miejscowych Indian... Przymierali więc głodem, a Indianie dostarczyli im dzikie indyki i jarzyny, dzięki czemu mieli niezwykłą i niespodziewaną labę... Okazuje się jednak, że to święto nie zostało wprowadzone jako święto urzędowe w Ameryce tak od razu. Dopiero w wiele lat po niefortunnym przybyciu pierwszych osadników opracowano odpowiednią do protestanckiej mentalności legendę... W katolickim modlitewniku na Florydzie znalazłem opis tego święta, jako że i Kościół Katolicki w Ameryce musi to święto obchodzić. Do amerykańskiej legendy dorobiono jednak jeszcze jedną, katolicką, ujawniając przy okazji rzeczywiste pochodzenie tego święta. Tłumaczę z tego modlitewnika dosłownie:

"To ukochane narodowe święto jest podarunkiem od protestanckich osadników. Natchnieni przez Pismo św., osadnicy uformowali obchodzenie żydowskiego festiwalu Sukhot (Sukkoth?),jak również wspomnienie europejskich obchodów dożynkowych, które tradycyjnie osiągają szczyt dnia 11 listopada (sic!), ku czci mądrego i dobroczynnego biskupa Świętego Marcina z Tours. Narodowy dzień Dziękczynienia dobrze pasuje do późnej jesieni rzymskiego kalendarza, w oczekiwaniu dnia, kiedy stworzenia będą 'zbierane' do nieba, eto. etc. Pożyczając okrzyk od żydowskiej wieczerzy paschalnej: 'Niech przyjdą wszyscy głodni, aby zostali nasyceni !"

Co ma paschalna wieczerza wspólnego z listopadem, to już tylko można dowiedzieć się od miejscowego biskupa... A w dodatku, Amerykanie nie obchodzą tego święta w określonym dniu miesiąca, lecz po masońsku: w ostatni czwartek listopada. Jest to więc święto ruchome, nie mające nic wspólnego ze Świętym Marcinem, ani 11 listopada... Według encyklopedii, Sukkot, lub Sukkoth, to z hebrajskiego i oznacza tabernakulum, lub budka. Jest to żydowskie święto, obchodzone tradycyjnie w budce, i choć ma związek z dożynkami, to jednak nie o dożynki tu Żydom chodzi, lecz o głodówkę, jaką przeżyli podczas ucieczki, zwanej Exodus, po obrabowaniu Egiptu. Święto to jest u Żydów także ruchome i jest obchodzone między 15 a 22 dniem miesiąca Tiszri. W Polsce święto to jest znane pod nazwą "kuczki". Żydzi mieli za co dziękować. Brytyjscy protestanci również. Ale co my mamy z tym wspólnego ?!

http://www.naszawitryna.pl/ksiazki_147.html
 
 
Barakus 
Moderator
patriota


Dołączył: 08 Mar 2006
Posty: 492
Skąd: Tylko Polska
Wysłany: Pon Kwi 17, 2006 16:57   

"Św.Maksymilian Maria Kolbe o masonerii i Żydach - pisma wybrane"


Wyboru i opracowania dokonał dr Stanisław Krajski

Fragment - całość dostępna pod adresem http://www.iyp.org/3books/

Dzisiejsi wrogowie Kościoła

Nie mam zamiaru w tym krótkim referacie mówić o wrogach Kościoła wewnętrznych, ale pragnąłbym tylko zwrócić uwagę na nieprzyjaciół z zewnątrz.

Jesteśmi świadkami gorączkowej akcji zwróconej przeciw Kościołowi Bożemu i to, niestety, nie bezowocnej. Apostołów bez liku.

W rejestrze Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego zapisano aż 15 ich grup: badacze Pisma świętego, baptyści, zwolennicy nauki pierwszych chrześcijan, adwentyści siódmego dnia, joannici, metodyści, Kościół Boży, Wolny Kościół ewangelicki, ewangeliczni chrześcijanie, sztundyści karaimi, duchoborcy, mesjaniści, staroobrzędowcy (starowiercy-starokatolicy) i czesko-bracki Kościół.

Nie ograniczają się oni do głoszenia fałszu słowem, ale też, i to bardzo obficie, zasypują nasze miasta i wioski najróżnorodniejszymi drukami w postaci czasopism, broszur, kartek ulotnych a nawet książek.

Różne "Ameryka-Echo", "Strażnice","Nowe Drogi", "Ewangelię Myśli", "Zwiastuny Ewangeliczne","Polski Odrodzone" itp., przechodzą z rąk do rąk i zatruwają serca wiernych.

Cała ta robota jednak to tylko wstęp.

Za tymi strażami przednimi idzie dopiero gros armii nieprzyjaciela. Kto nim jest? Może na pierwszy rzut oka zda się przesadzone, jeżeli powiem, że pierwszorzędnym, największym i najpotężniejszym wrogiem Kościoła to - masoneria.

Że powódź sekt protestanckich jest rzeczywiście awangardą masonerii, to wyraźnie wyznaje organ masoński "Wolna Myśl". Mówi on: "Zastrzegając sobie całkowitą niezależność sądu o wewnętrznej wartości nauki kościoła narodowego, możemy jednak poprzeć jego walkę jak i każdej innej sekty protestanckiej z supremacją Kościoła rzymskiego"

Kto to są masoni?

Ocenę ich podali już papieże, a najpierw w r. 1738 dnia 27 kwietnia Ojciec św. Klemens XII bullą "In eminenti", zarzuca im, że "pod zmyślonym jakimś poczciwości naturalnej pozorem i pod ścisłym, jak tajemnym przymierzem" działają.

Potępia też masonerię i zabrania styczności z masonami pod karą ekskomuniki ipso facto, zarezerwowanej papieżowi.

A w 13 lat potem Benedykt XIV bullą z dnia 18 marca (1751) "Providas Romanorum Pontificum" ponawia potępienia Klemensa XII i jako powody podaje między innymi, że do masonerii "przypuszczani bywają ludzie wszystkich religii i sekt i że, wedle opinii ludzi rozumnych i uczciwych, sekta ta jest zła i zepsuta".

Papież Pius VII [wydał] dwie bulle, w roku 1813 (dnia 13 sierpnia) 1821 (dnia 13 września), w których mówi: "Nikomu nie tajno, co za mnóstwo złośliwych ludzi spiknęło się w tych trudnych czasach naprzeciw Bogu i Jego Namiestnikowi, którzy do tego szczególniej zmierzają celu, ażeby pod płaszczem filozofii, przez czcze omamianie uwiódłszy wiernych i od nauki Kościoła ich oderwawszy, sam Kościół, choć nadaremnym usiłowaniem, osłabili i obalili. Co ażeby tym łacniej osiągneli, natworzyli zgromadzeń tajnych i sekt ukrytych, za których pomocą spodziewali się łatwiej pociągnąć wielu do swych towarzystw spiskowych i zbrodniczych".

I dążą do tego, "aby każdemu nadać rozległą wolność według własnego wymysłu i fantazji sądzenia o religii, którą wyznaje, obojętność zaś zaprowadziwszy względem religii, nad co nie ma nic zgubniejszego, ażeby Jezusa Chrystusa mękę niegodziwymi jakimiś obrzędami zbezcześcili i znieważyli, żeby kościelnymi sakramentami i samymi religii katolickiej tajemnicami gardzili i obalili tę św. Stolicę Apostolską, przeciw której, jako dzierżącej zawsze apostolskiej katedry prymat, osobliwszą jakąś pałają nienawiścią i zdradliwym sposobem zgubę jej knują. Zbrodnicze są ich moralności zasady. Sprzyja ona rozkoszom lubieżności, pozwala zabić każdego, kto nie dochował sekretu, naucza, że wolno jest podniósłszy rozkosz, wyzuć z władzy królów i wszystkich władców, których z wielką ich zniewagą zowią pospolicie tyranami".

To jednak nie przeszkadzało im bynajmniej zjednywać dla siebie władców. Dlatego też papież Leon XII w bulli "Ouo graviora" z dnia 13 marca 1825 r., ponawiając dawniejsze potępienia papieży, dodaje słowa przestrogi dla władców: "To jest ich najchytrzejsza zdrada, że gdy zdają się być zajęci rozszerzeniem waszej władzy, wtenczas najbardziej do obalenia jej dążą. Bardzo się starają wmówić panującym, aby i innych biskupów władzę ścieśniali i osłabiali i powoli przywłaszczali sobie prawa papieskie, ale ażeby i ludy podległe berłu panujących książąt po obaleniu kościelnej władzy, do odmiany i obalenia politycznej formy rządu przywiesić mogli".

Podobnie potępili masonerię papieże Pius VIII bullą "Traditi" (24 maja 1829r.,) Grzegorz XVI bullą "Mirari" (15 sierpnia 1832) i kilkakrotnie Pius IX - 9 listopada 1846 r., 20 kwietnia 1849, 9 grudnia 1854 r., 8 grudnia 1864, 25 września 1865 i 21 listopada 1873 roku.

Wreszcie papież Leon XIII obszernie omawia sprawę masonerii i potępia ją bullą "Humanum genus" 20 kwietnia 1884 roku. W niej też papież konstatuje, że "od półtora wieku masoneria stała się niezmiernie liczną, a posługując się zuchwalstwem i chytrością, opanowała wszystkie stopnie hierarchii społecznej i zajęła w łonie państw nowoczesnych władzę prawie równą monarszej".

I nie przesadzali papieże!

Masoneria, zorganizowana przez wolnomyślicieli angielskich w Londynie w r. 1717, już w 6 lat potem w Konstytucjach Generalnych wytknęła sobie jasno cel, którego nikomu zmieniać nie wolno. "Każda z wielkich lóż - mówi ona - ma prawo ulepszać starsze przepisy i ustanawiać nowe, lecz nigdy nie zmieniać punktów zasadniczych, które mają pozostać na zawsze i gorliwie być wypełniane". Jakież są te punkty zasadnicze? Oto zupełne przekreślenie świata nadnaturalnego. Oczywiście, że wtedy nie ma mowy o religii ani o moralności.

Dążenie do tego celu widzimy na każdym kroku. Sztuka, literatura i prasa periodyczna, teatry, kina, wychowanie młodzieży i ustawodawstwo szybkim krokiem zdążają do usunięcia świata nadnaturalnego i dogodzenie ciału.

Nic dziwnego, bo też i masoneria rozgałęziła się bardzo.

W Polsce już w roku 1810 znanych było 12 lóż:

1. . Wielka loża matka, Gwiazda wschodnia na wschodzie Warszawy.
2. . Loża świątyni Irys na wschodzie Warszawy,
3. . Loża Bogini Eleuzis na wschodzie Warszawy,
4. . Loża Tarcza północna na wschodzie Warszawy,
5. . Loża Świątynia stałości na wschodzie Warszawy,
6. . Loża Braci Polaków zjednoczonych na wschodzie Warszawy,
7. . Loża Przesąd zwyciężony na wschodzie Krakowa,
8. . Loża Braci Francuzów i Polaków połączonych na wschodzie Poznania,
9. . Loża Hesperus na wschodzie Płocka,
10. . Loża Wolność odzyskam na wschodzie Lublina,
11. . Loża Krzyż rycerski na wschodzie Bygdoszczy,
12. . Loża Jutrzenka wschodząca na wschodzie Radomia.

Na liście członków widnieją ministrowie, generałowie i inni dygnitarze tak wojskowi jak i cywilni w państwie.

Wszyscy ci należą wprawdzie do masonerii i dużo szkodzą, ale nie są częścią jej prawdziwej głowy. Są to tzw., masoni niebiescy, podczas gdy tzw., czerwona masoneria zacieśnia się do niewielkiej ilości osób, przeważnie żydów, którzy w pełni świadomi swych celów kierują całą liczną rzeszą mniej więcej "oświeconych" w sprawach organizacji masonów. Głowa ta jest nieznana i działa zawsze w ukryciu, by uniemożliwić przeciwdziałanie. Oni to układają plany roboty. Z ich warsztatu wyszła rewolucja francuska, szereg rewolucji z 1789 do 1825 roku, a także wojna światowa. Wedle ich wskazania pracował Voltaire, d'Alembert, Rousseau, Diderot, Choiseul, Pombal, Aranda, Tanucci, Hangwitz, Byron, Mazzini, Palmerston, Garibaldi i inni. - Nazwisk obecnych członków nie znamy, ale na pewno do masonerii należy u nas Piłsudski. Oto dowód: Na dziesięć dni przed obaleniem gabinetu Ponikowskiego rozeszła się po Rzymie pogłoska, że ten gabinet upadnie, bo tak masoneria rozkazała Piłsudskiemu. Słyszałem o tym z ust wiarygodnych, bo sekretarza ks., biskupa Teodorowicza tj., ks., Bogdanowicza, który właśnie wtedy (o ile pamiętam) nawet był w Rzymie.

Masoneria wynosi na piedestał osoby, które chce i strąca, kiedy one zapragną działać na własną rękę. Tego bardzo dotkliwie doświadczył na sobie Napoleon.

Jak możemy przeciwdziałać tej zarazie, tej armii antychrysta?

Niepokalana, Pośredniczka wszelkich łask, może i chce dopomóc. Bo na cóż objawienie Cudownego Medalika, przez które tylu się już nawróciło. Dusza, przejęta miłością ku niej, na pewno stawi opór demoralizacji, tej walnej broni masońskiej.

"My rozumowaniem Kościoła nie zwyciężymy - decydowali oni na jednym ze zjazdów - ale korupcją obyczajów".

Zastanowienia też godne są przepowiednie Wandy Malczewskiej spisane przez ks. Grzegorza Augustyniaka, który ją osobiście znał, a które w części rzeczywiście się wypełniły. W nich Pan Jezus poleca: "Niech się potworzą stowarzyszenia niewiast - a osobne mężczyzn - różnych stanów, ale jednego ducha, pod opieką Matki mojej Niepokalanie Poczętej w celu tępienia rozpusty, a krzewienia cnoty czystości i bronienia jej. Kto Boga i ojczyznę kocha, zaklinam go na moje okrutne biczowanie i cierniem koronowanie, niech się stanie członkiem tego stowarzyszenia - niech sam strzeże cnoty czystości, a tępi rozpustę i drugich do tego zachęca".

A o. Urban w numerze grudniowym poświęconym Niepokalanemu Poczęciu, wyraża przekonanie, iż na szerzące się dziś w świecie panowanie szatana jedynym ratunkiem jest gorąca cześć i naśladowanie Niepokalanej.

Kim jest Bóg?

Ciemności coraz bardziej rzedły, a światło coraz obficiej wlewało swe promienie przez szyby wagonu na linii Grodno-Białystok-Warszawa. Za towarzyszów podróży miałem tym razem trzech żydów, dosyć inteligentnych. Tylko po szwargotaniu rozpoznać ich było można. Wszczęła się rozmowa o religii i Bogu. Istnienie pierwszej przyczyny wszechrzeczy uznawali wszyscy - Czym jednak jest ten Pan Bóg, pierwsza przyczyna? - spytałem.

- Moim zdaniem - odparł jeden z nich, którego policzki i odzienie kazały wnosić o wcale wygodnym stanie materialnym - Bóg to jest cała natura.

- To być nie może.

- A dlaczego? - Z tego prostego powodu, że przyczyna istnieje przed skutkiem, więc skutek jako zaczynający swe istnienie później, nie może być tym samym co przyczyna, ale musi być od niej realnie różny; otóż natura, przyroda, jest skutkiem, dlatego też nie może być zarazem przyczyną.

- Siły przyrody możemy przecież nazywać Bogiem. - I to nie, bo i te siły są skutkiem.

- Po czym my możemy poznać, że te siły są skutkiem, a nie pierwszą przyczyną?

- Bo są skończone.

- Więc pierwsza przyczyna musi być nieskończona? - Bez wątpienia

Dlaczego? Cokolwiek istnieje musi mieć jakąś rację bytu, tak też i granice w istnieniu muszą mieć swoje "dlaczego".

Otóż w istocie, która jest pierwszą przyczyną, nie może być racji (dlaczego) dla granic, bo skądżeż by one mogły pochodzić? Albo z wewnątrz albo też z zewnątrz tej pierwszej przyczyny. Nie z wewnątrz, bo przecież naprzód trzeba by istnieć, aby coś działać, więc i ograniczać, kiedy zaś owa pierwsza przyczyna istnieje, już jest albo ograniczona, albo nie. Sama nie może nakreślić granic swej istocie, ani też z zewnątrz takie ograniczenie przyjść nie mogło, bo inaczej już ta przyczyna nie byłaby pierwszą. Więc anie z wewnątrz, ani z zewnątrz nie może być racji do granic, więc tych granic być nie może: przyczyna więc ta pierwsza musi być nieskończoną. Wszystko, na czym wyciśnięte jest piętno granic, nie może być tą pierwszą przyczyną wszechrzeczy: a przecież i siły przyrody działają wedle praw, dających się ująć w ściśle matematyczne formułki, poza które już ich siła nie sięga.

O Bogu zresztą niewiele możemy wiedzieć.

Owszem, nie możemy wprawdzie zgłębić Jego istoty, i Jego doskonałości, bo Bóg jest istotą nieskończoną, a nasza głowa ma granice i wchodzi w czapkę albo kapelusz, ale wiele o Panu Bogu wiedzieć możemy.

Na przykład?

Naprzód widzimy celową budowę członków w ciele ludzkim i zwierzęcym, części roślinach i w ogóle z góry obmyśloną harmonię we wszechświecie. Istota więc, która to wszystko powołała do bytu, musi mieć rozum, musi być osobą. Następnie cokolwiek jest w skutku, musi w jakiś i to doskonalszy sposób być w przyczynie. Weźmy malarza. Nie daje on z siebie obrazowi ni farby, ni płótna: to wszystko bierze z zewnątrz. Co jednak daje, tj., kształty, to musi mieć w sobie. Musiał on naprzód wyobrazić sobie ten obraz, zanim wziął pędzel do ręki; wedle wzoru też, utworzonego w umyśle i w fantazji, maluje. Lecz Pan Bóg nie brał niczego z zewnątrz; On, jako pierwsza przyczyna, wywiódł swe twory z nicości, dał im wszystko, wszystkie więc doskonałości stworzeń i w Nim być muszą tylko w sposób, jak to przedtem zaznaczyłem, nieskończenie doskonały, bo w nim granic być nie może.

Słuchali z zajęciem, więc rozmowa toczyła się dalej o Mojżeszu, odkupieniu i celu człowieka.

"Rycerz Niepokalanej" 2 [1923] 21-23.

Tajemnica siły i potęgi katolików.

Nieraz słyszymy skargę: "Chcę się poprawić, chcę być lepszy, ale nie mogę". W historii czytamy o wielkich wodzach i zwyciezcach, którzy jednak nie potrafili ujarzmić swoich złych skłonności. Taki na przykład głośny Aleksander Wielki umiera przedwcześnie z powodu - rozwiązłego życia.

Rozglądając się naokół widzimy zastraszający wprost zanik moralności, zwłaszcza wśród młodzieży, a nawet powstają związki - iście piekielne - mające w programie zbrodnię i rozwiązłość - członkowie to owego związku popełnili głośne w Wilnie morderstwo profesora przy egzaminach.

Kina, teatry, literatura, sztuka kierowane w wielkiej części niewidzialną ręką masonerii, zamiast szerzyć oświatę, gorączkowo pracują w myśl uchwały masonów "My Kościoła katolickiego nie zwyciężymy rozumowaniem, ale zepsuciem obyczajów".

Jak się temu oprzeć?

Zdawać by się mogło, że takie przyznanie własnej niemocy jak "nie mogę się poprawić" w podobnych okolicznościach, to objaw pokory. - Tymczasem gnieździ się w nim ukryta pycha.

A to w jaki sposób?

Otóż ci ludzie w wielu rzeczach przyznają, że mogą to lub owo uczynić, tylko tej lub innej wady ujarzmić w takich lub innych okolicznościach nie są w stanie.

To wszystko dowodzi tylko, że liczą oni jedynie na własne siły i uważają, że do tej granicy własnymi siłami to lub owo potrafią.

Tymczasem jest to nieprawdą, kłamstwem, bo własnymi siłami, sami z siebie, bez pomocy Bożej my nic i to zupełnie nic nie potrafimy (por. J 15,5). Wszystko, czym jesteśmy i cokolwiek mamy i możemy, to od Pana Boga mamy i to w każdej chwili życia od Niego otrzymujemy, bo trwanie w istnieniu to nic innego, jak ciągłe otrzymywanie tego istnienia.

Sami więc z siebie nic nie potrafimy chyba tylko zło, które właśnie jest brakiem dobra, porządku siły.

Jeżeli uznamy tę prawdę i spojrzymy na Boga, od którego otrzymujemy w każdej chwili wszystko, co mamy, natychmiast widzimy, że On, Bóg, i więcej dać może i pragnie jako najlepszy Ojciec dać nam wszystko, co nam jest potrzebne. Gdy jednak dusza sobie przypisuje to, co jest darem Bożym, czyż Pan Bóg może ją obsypywać łaskami? Przecież wtedy utwierdzałby ją w fałszywym i aroganckim mniemaniu. Więc z miłosierdzia swojego nie daje tej obfitości darów i dozwala nawet upadek, by dusza poznała wreszcie czym jest sama z siebie, by na sobie nie polegała, ale z całą ufnością jedynie Jemu się oddała. Stąd też upadki były dla świętych - szczeblami do doskonałości.

Biada jednak duszy, która nawet tego ostatecznego lekarstwa nie przyjmie, ale w pysze pozostając mówi: "nie mogę się poprawić", bo Pan Bóg też jest sprawiedliwy i z każdej udzielonej łaski zażąda ścisłego rachunku. Cóż więc czynić należy?

Oddać się zupełnie z ufnością bez granic w ręce Miłosierdzia Bożego, którego uosobnieniem z Woli Bożej jest Niepokalana. Nic sobie nie ufać, bać się siebie, a bezgranicznie zaufać Jej i w każdej okazji do złego do Niej jak dziecko do matki się zwracać, a nigdy się nie upadnie. Twierdzą święci, że kto do Matki Bożej modli się w pokusie, na pewno nie zgrzeszy, a kto przez całe życie do Niej z ufnością się zwraca, na pewno się zbawi.

"Rycerz Niepokalanej" 4.(1925)-225-227.

Moje dumania nad bezrobociem

Dlaczego bezrobocie? Dlaczego tyle ludzi bez kawałka chleba? Zaglądam do różnych czasopism. Różni różne dostrzegają powody: "Zanadto po pańsku zabraliśmy się do życia w wolnej Polsce, kiedyśmy naprawdę dziadami". "Za dużo wieców, a za mało pracy". "Za wiele partii, za mało miłości do Ojczyzny"."Za częste i za grube kradzieże grosza publicznego"."Za mało organizacji pracy". "Brak warsztatów przemysłu wedle doskonalszych konstrukcji dla tańszej i obfitszej produkcji". "Brak planu w wywozie produktów i surowców" itd, itd.

A tymczasem po miastach i wioskach rozbrzmiewają muzyki, leje się likier, wino i wódka, tańczą, hulają, bawią się, a obfite żniwo zbiera duch nieczystości. Po ulicach zaś miast i stolicy kręcą się ludzie bezwstydnie ogłaszający broszury o świńskich tytułach, a gorszej jeszcze treści. Broszury te przechodzą z rąk do rąk i trafiają do najbardziej oddzielonej od świata chatki, szerząc zgniliznę w umysłach i sercach młodzieży. Gdy zaś warszawski magistrat wreszcie otworzył nieco oczy i postanowił przecież jakoś zaradzić, namiętnie wystąpili przeciw niemu radni - żydzi. Więc im na tym zależy?..

Gdzie jest pierwsza przyczyna, ta przyczyna przyczyn naszego kryzysu?

To brak uczciwości. Brak wypełniania obowiązków względem Boga, siebie i bliźniego. Niechaj dzisiaj wszyscy bez wyjątku odprawią szczerą spowiedź i zaczną prawdziwie po katolicku żyć, natychmiast szybko podźwignie się Ojczyzna, uzdrowią finanse, zawrze rzetelna praca.

Cóż, kiedy każdy z nas nieraz doświadczył, że dziś postanawia się z jakiej wady poprawić, a jutro, jeżeli nawet nie tego samego dnia, już znowu w nią wpada. Czyż więc opuścić ręce i powiedzieć: nie możemy? Przenigdy, to byłoby subtelną, wyrafinowaną pychą.

Czyż Pośredniczka łask Bożych nie jest Polski Królową?

Czyż Ona nie potrafi albo nie pragnie nam dopomóc?

Tak, Ona, Niepokalana, musi zawładnąć naprawdę całą Polską, Ona musi być przedmiotem tkliwej miłości każdego, a zwłaszcza młodzieńczego serca, Ona musi być w Sejmie, Ona w Senacie. Ona, Niepokalana Królowa, ma wskazywać nam drogę, Ona krzepić siły. - My chcemy, by rządziła w Polsce i poza Polską - Niepokalana.

Któż nie wytęży wszystkich sił, by przyspieszyć tę chwilę?

A jak?

W pokornej, miłosnej, a ufnej modlitwie powie sama Ona, co mamy czynić i sama pokieruje. Módlmy się tylko i pozwólmy się Jej prowadzić.

"Rycerz Niepokalanej" 5 (1926) 73-74
Apel w sprawie wyznaniowej

Panowie Senatorzy i Posłowie, którzy kruszycie kopie o bezwyznaniową szkołę, pamiętajcie, że tysiące niewinnych dzieci do was słusznie będzie czuło żal, że "pierwej" o Bogu nie wiedziały i wy jesteście najokrutniejszymi wrogami młodzieży i narodu godnymi surowej kary po śmierci i na tym jeszcze świecie.

To samo tyczy się wszystkich Obywateli i Obywatelek, którzy i które odważają się głosować na takich karygodnych kandydatów, popierać ich słowem, piórem albo prenumerowaniem, lub szerzeniem "bezwyznaniowych" piśmideł.

"Rycerz Niepokalanej" 3 (1924) 199-300
Akcja katolicka i masoneria

Za obszerny jest ten temat, bym go mógł w tym referacie wszechstronnie wyczerpać.

Pominę więc najważniejszy, chociaż niestety w naszych czasach niedoceniony dział akcji katolickiej, tj., modlitwę i wielkie znaczenie zakonów kontenplacyjnych. Opuszczę też działalność cierpienia i pokuty. Nawet o dobrym przykładzie, chociaż "exempla właśnie trahunt", mówić tu nie zamierzam. Ograniczę się do akcji słowa i to słowa drukowanego - prasy.

Boć doprawdy słusznie powiedział Napoleon, jeszcze przed laty stu, kiedy niewielu jeszcze umiało czytać: "prasa jest piątą potęgą świata". Zrozumieli to też zaraz żydzi i niech mi będzie wolno jaśniej powiedzieć masoni, którzy z żelazną konsekwencją dążą do zrealizowania dewizy uchwalonej jeszcze w 1717 roku: "zniszczyć wszelką religię, a zwłaszcza chrześcijańską". Żyd francuski Cremieux, założyciel wszechświatowego związku żydowskiego, na zjeździe masonów nie wahał się jeszcze przed 60 laty mówić: "Miejcie sobie wszystko za nic, za nic pieniądze, za nic poważanie, prasa jest wszystkim. Mając prasę, będziemy mieli wszystko". A na międzynarodowym zjeździe rabinów w Krakowie w roku 1848 rabin angielski Mojżesz Montefiore głosił: "Jak długo gazety świata nie będą w naszych rękach, wszystko na nic się nie przyda. Bądźmy pomni przykazania XI: "<>".

W myśl tych haseł zebrali się oni intensywnie do pracy i, niestety, dokonali już bardzo wiele. Znaczna część, jeżeli nie większość najpoczytniejszych dzienników, znajduje się w ich rękach. Dość powiedzieć, że w takiej "katolickiej" Austrii już w początku bieżącego stulecia w samym języku niemieckim 360 czasopism walczyło przeciw Kościołowi, a 83 z nich wychodziło nawet codziennie. Nakład złej prasy wynosił 2.000.000 egz., z czego 1.200.000 przypadało na dzienniki. O Niemczech pisał krytyk literacki Bartels, że 2/3 - jeżeli nie 3/4 - pism i czasopism należy do żydów; na Węgrzech - na 1000 czasopism - 800 znajduje się w rękach żydów. Następnie opanowali oni prawie wszystkie agencje telegraficzne i przez nie kierują innymi pismami. Sama agencja Reutera w Londynie zaopatruje 5.000 dzienników; agencja Stefani w Rzymie - wszystkie dzienniki włoskie: agencja Havasa w Paryżu - francuskie, hiszpańskie i belgijskie; agencja Wolffa w Berlinie - wszystkie niemieckie, a agencja "Stowarzyszenie Prasy" w Nowym Jorku - dzienniki amerykańskie.

Zgubny proces skutecznej działalności złej prasy podaje nam o. Abel - jezuita, zwany apostołem Wiednia, w klasycznym tego przykładzie. Zawezwano go raz do chorego. Umierający, ujrzawszy księdza pokazał mu cały stos gazet złożonych w rogu pokoju i tak opowiada swą historię: "Patrz, ojcze, oto jest największy wróg mojego życia. Byłem synem pobożnych rodziców, którzy mnie dobrze wychowali, tak że jeszcze w czasach uniwersyteckich byłem dobrym katolikiem. Z chwilą, gdy zostałem lekarzem, uważałem za stosowne zaabonować tak zwane pismo dla inteligencji, a mianowicie jedno z żydowskich czasopism. W pierwszych czternastu tygodniach gniewały mnie ciągłe napaści tego dziennika na moją wiarę, potem jednak stałem się obojętnym, a w przeciągu jednego roku zaprzestałem wszystkich praktyk religijnych i zostałem niewierzącym, aż do tej właśnie chwili, w której Łaska Boża na powrót mi moją wiarę przywraca". - Nie inaczej działa prasa i wśród ludu.

Słusznie też skarży się ludowy pisarz Wetzel: "Spojrzycie na dzisiejszy świat, jak się w ostatnich dziesiątkach lat odmienił! Kto sieje niewiarę między ludem? Kto odbiera mu nadzieję nieba i sprawia, że ten lud w rozkoszach ziemskich i używaniu szuka swego szczęścia? Kto przytłumił sumienie w sercach? Kto złamał prawo państwowe, zakłócił porządek publiczny, tak że coraz częściej powtarzają się zbrodnie wszelkiego rodzaju?!

To wszystko dziełem wrogiej Kościołowi codziennej prasy. W kilku większych miastach Europy cały szereg przepłaconych pismaków wylewa codziennie całą swą żółć na wszystko, co katolickie. Setki gazet i dzienników powtarza to samo i w ten sposób jad ten wciska się z dnia na dzień w setki tysięcy rodzin, zatruwając miliony dusz. Tak pracuje olbrzymia maszyna codziennej prasy, stojąca na usługach niewiary i złych obyczajów".

Lassalle, choć sam socjalista, patrząc na ogrom złego, które zdziałała prasa, nie może się powstrzymać od jej potępienia: "W jej kłamliwości, podłości i niemoralności - pisze on - przewyższa ją chyba tylko jej własna głupota. Jeżeli nie nastąpi zmiana w naszej prasie, a ta prasa jeszcze dalej przez jakie 50 lat w ten sposób szaleć będzie, to duch ludu zostanie w zupełności zatruty. - To jest największa zbrodnia jaką ja znam".

Czas i czas najwyższy, by nastąpiła ta zmiana. Pierwszym jednak krokiem do tej zmiany - to bezwzględne bojkotowanie złej prasy; następnie - popieranie dobrej. Bolesne są słowa Wetzla w tym względzie: "bezbożna prasa nigdy by była nie doszła do takiego rozwoju, gdyby miliony katolików nie popierało wrogich Kościołowi i tzw., bezbarwnych pism i dzienników, czy to abonowaniem czy też współpracą" a o. Kolbe na V zjeździe katolików w Austrii używa nawet ostrych słów: "Cóż powiedzieć o narodzie, który płaci za własne poniżenie? Nie znajduję na to nazwy! A ta hańba ciąży na katolikach, obrażanych ciągle przez tysiące dzienników. Te pisma, które katolików bezwstydnie wyszydzają, drukuje się dla nas, katolików! Nie posyła się ich jednakże anonimowo w rodzaju paszkwilów, ale my sami je zamawiamy i za nie płacimy. Czyż można być więcej ślepym wobec tak groźnego niebezpieczeństwa! A ta ślepota nasza staje się wprost zbrodnią, skoro się nie tylko przeciw temu niebezpieczeństwu nie bronimy, ale trzymając i czytając złe pisma, za obrazę i wyszydzanie wiary płacimy! Zaprawdę na nas katolikach spełniają się słowa Proroka: "Szukaliśmy ściany jako ślepi i jako bez oczu uderzaliśmy się. W południe potykaliśmy się jakoby we mgle i jakoby umarli w zmroku" (Iz 59,10).

O tych mówi biskup Zwerger (1884): "Kto daje pieniądze na złą prasę, ten prowadzi wojnę przeciwko Kościołowi i nie może zwać się prawdziwym katolikiem", a biskup moguncki Ketteler posuwa się dalej i twierdzi, że kto względem prasy jest obojętny, ten nie ma prawa zwać się wiernym synem Kościoła.

Kardynał Nagl, 1911 rok, pisze: "Obowiązkiem każdego katolika jest występować w obronie katolickiej prasy i popierać ją modlitwą, słowem i czynem". Arcybiskup Saragossy na kongresie dziennikarzy katolickich w roku 1910 nie wahał się mówić: "Dużo jest bogatych katolików, co swych bogactw używają na to, by fundować nowe kościoły i klasztory, albo je przyozdabiać w obrazy świętych. Bezsprzecznie bardzo to piękna rzecz! Ale, niestety, jeden nieszczęśliwy wypadek może to wszystko zniszczyć, podczas gdy owoce dobrego dziennika są wprost niezniszczalne. Czyżby zatem nie było lepszą rzeczą zakładać wielkie dzienniki dla dobra ludu? Dziennik jest w dzisiejszych czasach szybko strzelającym działem. Bóg tak chce!".

Nie inaczej zapatrują się na tę sprawę papieże.

Jeszcze Pius IX mówił: "Jest świętym obowiązkiem każdego katolika popierać prasę i rozszerzać ją między ludem. Dobra prasa to najpożyteczniejsze dzieło, które kładzie ogromne zasługi", a Leon XIII: "Zła prasa zgubiła chrześcijańską społeczność, trzeba jej zatem przeciwstawiać dobrą prasę. Katolicy nie powinni ustawać w pracy dla swojej dobrej prasy, pamiętając o tym, że dobra prasa to nieustająca misja", a przemawiając (21 lutego 1879 r.) do katolickich redaktorów mówił: "Jesteśmy przekonani, że nasze czasy wymagają tych właśnie środków (katolickich pism) i energicznych obrońców Mężowie przewrotu silili się na to, by rozrzucić między ludem cały szereg dzienników, których głównym celem zaczepiać zasady prawd wiary, powtarzać Kościół i wpajać w dusze zgubne przekonania Ponieważ zaś sposób wydawania dzienników jest uznany za główny środek tej akcji w dzisiejszych czasach, dlatego też głównym obowiązkiem katolickich pisarzy jest ten środek, używany przez wrogów na zgubę społeczeństwa i Kościoła, zamienić na środek zbawczy dla ludu i wyzyskać na cele obrony Kościoła".

Ojciec św. Pius X w 1905 r., pisze do biskupów meksykańskich: "Co się tyczy dzienników i gazet, to chciałbym raz wszystkich trzeźwo myślących przekonać, że należy wszystkimi siłami starać się by katolicy tylko prawdziwe katolickie pisma i dzienniki trzymali. W dzisiejszych czasach jest to, moim zdaniem, najważniejsza sprawa".

W roku zaś 1908 mówiąc na audiencji do duchownych wyraził się nawet silniej: "Ani cud, ani duchowieństwo nie rozumie znaczenia prasy. Powiadają, że przedtem prasy nie było, nie rozumiejąc że czasy się zmieniły. Dobrze jest budować kościoły, mówić kazania, zakładać misje i szkoły, ale ten wszelki trud próżny będzie, jeżeli zaniedbamy najważniejszą broń dzisiejszych czasów, tj., prasę". A kardynał Pizy dodaje: "Wy głosicie kazania w niedziele, a dzienniki je głoszą co dzień, co godzinę. Wy mówicie do wiernych w kościele, a dziennik idzie za nimi do mieszkania. Wy mówicie pół godziny, albo godzinę, a dziennik nie przestaje nigdy mówić".

U nas sprawa prasy katolickiej pozostawia bardzo wiele do życzenia. Istnieją wprawdzie i silniejsze ogniska jak Drukarnia i Księgarnia Św. Wojciecha w Poznaniu, Wydawnictwo OO. Jezuitów w Krakowie, Wydawnictwo Karola Miarki w Mikołowie itd., ale przeważnie spotyka się rozstrzelone wysiłki, nieraz i bardzo wielkie, pojedynczych ludzi. Brak nam jeszcze ogólnego porozumienia się w tej pracy i wzajemnej pomocy. Ze strony zaś społeczeństwa wielkie jeszcze panuje niezrozumienie doniosłości tej pracy, a ofiarność okazuje się niedostateczna, by prasę katolicką w Polsce postawić na silne nogi. Wrogowie Kościoła mają miliony i miliardy (z dolarów np.) a pracownik na niwie katolickiej prasy nie może wytężyć sił, by prace swe doskonalić i potęgować, bo musi po prostu walczyć o byt materialny dla swojej prasowej działalności. Mało też mamy świeckich ludzi dostatecznie wyrobionych, by mogli pracować piórem na katolickiej niwie: stąd też dorobek prasy katolickiej u nas jest bardzo, a bardzo jeszcze skromny. - Przygotować i świeckich pracowników i zapewnić wydawnictwom byt materialny - to najbardziej może piekąca sprawa w akcji prasowej.

Dalej i kolportaż za słaby. Mało jest bowiem takich, którzy by uważali za swój obowiązek rozszerzanie dobrej prasy.

Wreszcie wielki brak publicznych szczerze katolickich biobiotek, czytelni, wypożyczalni, księgarni. Aż serce boli, gdy się widzi w oknach wystawowych miejskich wypożyczalni książki wprost gorszące, a wewnątrz długi ogonek młodzieży. A książki pożycza żydówka. To druga bolączka w działalności prasowej i tym dotkliwsza, że bezpośrednio tyczy zatruwania serc młodzieży.

Daj Boże, by w najbliższej przyszłości nie było miasta, nie było wsi, gdzy by się nie znajdowały w odpowiedniej liczbie za bezcen albo bezpłatne, wypożyczalnie i czytelnie dobrych książek czy czasopism. Niechby wszędzie powstały koła mające za cel kolportować i szerzyć dobrą prasę, a nawet by odmieniło się oblicze ziemi (por. Ps. 103, 30). Ci zaś, którym Pan Bóg użczył trochę giętkościo pióra i zdolności w jakiejkolwiek dziedzinie literatury, niechby też zjednoczeni w osobne koła używali tych darów Bożych na produkowanie jak najwięcej dobrej prasy w każdej dziedzinie piśmiennictwa. - Nie należałoby oczywiście zacieśniać się do wiernych, ale pisać i dla katolików i im podawać dobrą strawę duchową. To są też obecne cele "Milicji Niepokalanej" i niejedno w ten sposób nastąpiło już nawrócenie.

Kościół a socjalizm.

Nieraz można usłyszeć pytanie: "dlaczego Kościół potępia socjalizm?" I mnie niedawno to pytanie postawiono. Obiecałem dać odpowiedź w "Rycerzu", niech więc teraz obietnicę spełnię.

Szczupłe ramy artykuliku nie pozwalają mi na obszerne omówienie zaczątków, istoty, rozwoju i różnych objawów socjalizmu; ograniczę się więc tylko do ogólnego ujęcia zasadniczych jego podstaw w ich stosunku do Kościoła. Każdy system czy to polityczny, czy ekonomiczny, czy w ogóle społeczny musi się oprzeć na istotnym realnym stanie rzeczy, a nie hołdować twierdzeniom nieuzasadnionym i mrzonkom wybujałej wyobraźni. - A jednak socjalizm właśnie na to choruje.

Twierdzenia bezpodstawne - to powtarzanie w nieskończoność, a nigdy nie udowodnione zdanie, że nie ma Boga, duszy nieśmiertelnej, życia pozagrobowego, nieba, piekła itd.

Ten, zdaniem Mussoliniego, już przeżytek dla naszych czasów, jeszcze wciąż pokutuje w umysłach szerokich mas; i na tych to podstawach wznosi się socjalizm. Posłuchajmy mistrzów. Bebel: "Nie bogowie stworzyli ludzi, lecz ludzie stworzyli bogów i Boga". Liebknecht: "Co do mnie, z religią dawno się załatwiłem. Pochodzę z czasów, gdy studenci niemieccy wcześnie wtajemniczeni byli w zasady ateizmu". Hoffmann uważa tajemnicę Trójcy Przenajświętszej, Bóstwo Pana Jezusa, nieśmiertelność duszy i zbawienie wieczne za najbardziej utopijną utopię.

Dietzgen: "Jeżeli religia polega na wierze w pozaświatowe, nadziemskie istoty, w siły wyższe, duchy i bóstwa, to demokracja bezreligijna być musi". Przyjaciel zaś Marksa Leon Frankel pisze w swoim testamencie: "Nie wierzę ani w niebo, ani w piekło, ani w nagrody, ani w kary". A na posiedzeniu parlamentu 31 grudnia 1881 Babel wyraźnie powiedział: "W dziedzinie politycznej dążymy do republiki, w dziedzinie ekonomicznej do socjalizmu, a w tym, co się nazywa dziedziną religijną, do ateizmu".

Wzrok więc socjalisty, świadomego swojego celu, nie sięgnie poza trumnę, nie wydostanie się ponad świat czysto materialny. Zasklepiony w materii, całe swoje szczęście upatruje w zwierzęcym używaniu świata, a idealniejszy może o nauce i sztuce pomyśli.

Czy nie za mało to dla człowieka, którego myśl przenika atmosferę, gwiazdy i mknie w przestworza, którego rozum wciąż żądny poznania przyczyn, dociera aż do pierwszej przyczyny i ostatniego celu wszechrzeczy, którego serce żądne posiadania chwały, szczęścia, im więcej zdobyło, tym więcej pragnie i czuje, że nic określonego, chociażby najszerszą, ale zawsze granicą, go nie napełni. Ono pragnie dobra, ale dobra - Nieskończonego! Spytajmy sami siebie, czy chcielibyśmy nałożyć naszemu szczęściu pęta granic? I ci ludzie o tak ciasnym umyśle, zasklepieni w grubym materlialiźmie, śmią ludzkości zapowiadać szczęście? A może zdołają oni uszczęśliwić ludzkość środkami materialnymi? Może obsypią każdego złotem, otoczą sławą i dadzą możność używania wszelkich rozkoszy?

Złudzenie chorobliwej wyobraźni. Już zaznaczyłem, że wszystko, co świat dać może, nie wystarczy jeszcze dla człowieka. Wszystkie te dobra mają swoje granice, rozczarowywują i budzą pragnienie większego, trwalszego szczęścia, a gdy tego zabraknie, przesyt, znudzenie i jakaś ciemnia ogarnia duszę. Czuje ona, że zmyliła drogę do szczęścia - o ile zastanowić się jest jeszcze zdolna.

Ale czyż chociażby tego dobra ziemskiego potrafi socjalizm dostarczyć aż do syta? - i to nie.

Wolność, równość, braterstwo - piękne to zasady, ale socjalizm, po zgwałceniu natury ludzkiej, pragnącej szerszych horyzontów i dążącej do nieskończoności, niezdolny jest ich dostarczyć: za szlachetne one i za wysokie.

Wolność. Socjalizm znosi własność prywatną, lub przynajmniej (własność) środków produkcyjnych. Więc rząd wyznacza pracę, rząd ją ocenia, rząd daje płacę. I to ma być wolność. Przypomina mi się tu rozmowa z wieśniakiem w Zakopanem. Wróciwszy z niewoli rosyjskiej, zachwycał się bolszewickimi zasadami, by iść i brać od bogatych. Gdym go jednak zapytał, co się stanie wówczas z jego skrawkiem pola, rozumował, że on je będzie uprawiał. - A gdybście nie chcieli pracować? - spytałem. - Wtedy inni mają obowiązek przymusić (tu urwał) , ale wolę ja mój mały skrawek i żebym mógł robić kiedy, co i jak mi się podoboba, aniżeli żeby mi kto miał stać nad głową.

Oto odruch naturalny wrodzonej wolności, którą socjaliści w imię wolności?! Chcą zgnieść.

A równość? Wszyscy jesteśmy równi wobec Boga, bo wszyscy jesteśmy dziełem rąk Jego, wszyscy Krwią Boga-Człowieka odkupieni, wszyscy mamy tego Boga za cel ostateczny, wszyscy żyjemy tylko dlatego, by dać Mu dowód naszej wierności i tak zasłużyć na posiadanie Go na wieki po śmierci. W tym wszystkim istnieje równość. Ale czy możliwa jest na ziemi równość pod każdym względem? Tylko wtedy by to być mogło, gdybyśmy mogli wszyscy razem istnieć w tym samym czasie, w tym samym (ściśle) miejscu i w takich samych warunkach, tak z natury jak i z otoczenia. Ale to jest fizycznie niemożliwe.

Różnimy się wiekiem, miejscem urodzenia, zdolnościami, skłonnościami, zdrowiem, pracowitością, przezornością, różnymi wypadkami w życiu i czynnościami. Wszystko to pochodzi z natury rzeczy; więc zmienić tego nie można. Muszą być też rodzice i dzieci, i przełożeni, i podwładni.

Braterstwo. Wzniosłe braterstwo, tak polecone przez Chrystusa Pana. Czyż może ono kwitnie w socjalizmie? Mam tu pod ręką sprawozdanie korespondenta "Kuriera Warszawskiego" z Sopotu, który tak między innymi pisze: "Tutejsze kabarety rosyjskie obliczone są na publiczność, która nie liczy się z groszem. Są dla nich homary świeże, ananasy i brzoskwinie mrożone w szampanie, winogrona, cukry, lody w płonącym ponczu. A publiczność, która zna ten język. Przeważnie więc żydzi. Przy lepszych stołach i przy butelkach w barze - bolszewicy. W gdańskich nowiutkich garniturach, z gwiazdą bolszewicką na klapie, na grubym palcu sygnet z wyrżniętym na kamieniu świecznikiem Salomona Dostojnicy sowieccy w Sopocie nie liczą się z groszem. Uciekli na wypoczynek z miast zasłanych trupami ludzi, zmarłych z głodu - i po zrabowaniu cerkiewnych skarbów - rzucają pieniądze na grę, szampana i wszelkie uciechy".

A obok także urywek z listu z Odessy wydrukowanego w "Dzienniku Wołyńskim":"Cóż z tego, że zarabiam dziennie 300.000 rubli, jeżeli pud mąki kosztuje 12.000.000, pszennej 20.000.000, funt chleba 300.000, białego 500.000, funt masła 1.500.000, słoniny również 1.500.000, jaja po 100.000 sztuka itd. Epidemia przybiera straszne rozmiary. Przedtem leżały nieraz w ciągu kilku dni na torturach trupy ludzi zmarłych z głodu Obecnie leżą, prócz niech, trupy zmarłych na cholerę, tyfus plamisty, dżumę itd. A ludzi grzebie się w ziemi jak psy, gołych, gdyż najtańsza trumna nie heblowana kosztuje 10 milionów rubli. Dzieci Twe rwą się do Ciebie, chcą przedostać się, przelecieć do Ojczyzny. Ale twarda ręka sowiecka trzyma trwale w rękach swych wielkie i ostre nożyce, którymi podcina skrzydła tym, co rwą się do lotu. Wszyscy przebyliśmy tyfus plamisty, a jak wiesz, po przebyciu tej ciężkiej choroby trzeba się należycie odżywiać, lecz skąd czerpać na to środki? W razie przeciwnym czeka nas tyfus powrotny, a wiemy, co z sobą on niesie: śmierć. Lecz wolę śmierć spowodowaną chorobą zakaźną, gdy człowiek umiera w gorączce, niż powolne dogorywanie z głodu

Czyż to ma być głoszone przez bolszewików braterstwo, równość? Czyż to ma być ów wymarzony raj Marksa? Nie tędy droga.

Przyznać trzeba, że klasa robotnicza była w większej części upośledzona, że socjalizm się za nią ujął, ale ubolewać należy, że uderzył on na Kościół, usiłuje wydrzeć robotnikowi, a nawet dziecku najdroższy skarb wiary i najwznioślejsze a wrodzone ideały. Wszedłszy tak na błędną drogę, stwarza tylko niewolę i tyranię rządu nad obywatelami i zapoznaje dążenia wzniosłej i wolnej natury ludzkiej.

Zboczenia te jednak nie są czymś wypadkowym: to planowa robota "Braci" spod młota i kielni, którzy wyzyskują każdą sposobność do tego, by wypełnić dewizę uchwaloną w roku 1717: "Zniszczyć wszelką religię, a zwłaszcza chrześcijańską".

Stosunki społeczne się rozwijają i udoskonalają. Wiele rzeczy wymaga naprawy, ale tej naprawy nie osiągnie się nigdy w sposób niezgodny z prawdą i z naturą ludzką. Czyż wobec tych danych trzeba jeszcze odpowiedzi na pytanie: dlaczego Kościół zabrania swym dzieciom być socjalistami?

"Rycerz Niepokalanej" 2(1923) 17-21

Jak masoneria francuska walczy przeciw Niepokalanej

Że Francję opanowali masoni, to nie ulega żadnej wątpliwości. Głównie przyczynił się do tego Wolter (Voltaire) przyjęty do masonerii w Londynie jeszcze około roku 1728. Za nim poszli d'Alember, Russo (Rousseau), Diderot i inni. A owocem ich roboty były mordy roku 1793.

I dzisiejszy rząd Herriota jest kreacją masońską, boć masonami są: p. Victor Peytral, minister robót publicznych, p. Camille Chantemps, minister spraw wewnętrznych, p. Rene Renault, minister sprawiedliwości, p. J.L.Dumessnil, minister marynarki i p. Bovier-Lapierre, minister pracy.

Cała też nagonka obecna przeciw Kościołowi, to nic innego jak tylko wykonanie uchwał "Wielkiego Wschodu" (masonerii) z roku 1922 i 1923, jak to dobitnie wykazała "La Revue Francaise".

Dlatego też i Niepokalana szczególniejszą opieką otoczyła ten kraj. Tu raczyła objawić swój "Cudowny Medalik" w roku 1930 i tu w Lourdes w roku 1858 objawiła się ubogiej dziewczynce Bernadecie wzywając do pokuty i zachęcając własnym przykładem do odmawiania różańca św. I tu sama nazywała siebie: "Jam jest Niepokalane Poczęcie".

Liczne pielgrzymki dążą tam z całego świata i wielu chorych cudownie odzyskało zdrowie.

Toteż masoneria od samego początku aż dotąd wysila się przeciwko Niepokalanej w tym cudownym miejscu. Z początku gestem pewnym siebie przeczyła w ogóle istnieniu uzdrowień w Lourdes. Gdy jednak wobec faktów takie stanowisko stało się wprost śmieszne, zaczęła natężać umysł, by przecież jakoś te wydarzenia inaczej wytłumaczyć. Puszczano w ruch sugestię, hipotezę itd., ale i te środki nie wytrzymały krytyki, boć i jakże rozłupanej kości nakazać, aby się zaraz zrosła, albo dokonać, by miliardy mikrobów wedle życzenia wyrażonego łaskawie przez którego z tych panków zaraz strawione płuca z powrotem wypluły i same zdechły przy tym.

A jednak byli i tacy, którzy i uzdrowienia z gruźlicy płuc nawet w ostatnim stadium starali się obalić.

Ot, przykładzik.

P. Zola sam był świadkiem uzdrowienia pani Marii Lebranchu właśnie z gruźlicy płuc i to w ostatnim stadium choroby. Faktu zaprzeczyć nie mógł, bo Biuro Sprawdzeń ("des Constatations"), złożone z lekarzy, istnienie choroby, a następnie i stan po uzdrowieniu skrzętnie bada i notuje. Jednak p. Zola pozwolił sobie na ogłoszenie, że wspomniana chora doznała tylko chwilowego polepszenia i że - zmarła. Tymczasem pani Lebranchu żyła i żyła zdrowa w Paryżu.

Cóż tu począć?

Otóż, by przecież pani Lebranchu uchodziła za już zmarłą, wpadł on na pomysł następujący. Mianowicie proponuje pani Lebranchu, aby wyjechała z Paryża do pewnej zapadłej wioski belgijskiej, zobowiązując się pokryć koszty podróży i utrzymywać ją tam wraz z rodziną

Nic też dziwnego, że mąż uzdrowionej wyrzucił pomysłowego pogromcę cudów za drzwi.

Módlmy się, by Niepokalana raczyła i naszą Ojczyznę szczególną otoczyć opieką, bo i u nas masoneria jest i działa z gorliwością godną lepszej sprawy.

"Biedni" Żydzi

Bóg zawsze jest - w przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. W czasie powołał do bytu z niczego istoty duchowe, obdarzone rozumem i wolną wolą. Jako takie, dobrowolnie miały sobie wyznaczyć przyszłość - odbyć próbę wierności. Część, choć stworzenia, nicość sama z siebie, sobie przypisuje to, czym jest i chce się stać równą Bogu własnymi siłami. Grzeszy pychą. W tejże chwili spotyka ją zasłużona kara - odrzucenie. Wiernych zaś, pokornie wyznających prawdę, że od Boga mają to, czym są i co mogą i przez Niego tylko, jako źródło bytu, mogą coraz bardziej Go poznawać, kochać posiadać i tak coraz bardziej (o ile się tak wyrazić można) się ubóstwiać, Bóg uszczęśliwił w sobie, w niebie.

I stworzył Bóg też istotę cielesną, i jej dał duszę obdarzoną rozumem i wolną wolą. I tej dał czas próby. Duch pyszny, z dopuszczenia Bożego, zazdroszcząc szczęścia tej istocie, podsuwa jej, by "stała się jako Bóg" własnymi siłami. Człowiek daje się zwieść, żądza pychy rodzi nieposłuszeństwo. Rozum jednak ludzki, to już nie jasność poznawcza ducha, więc i wina mniejsza. Pan Bóg zatem nie wymierza kary wiecznej, ale skazuje na cierpienia i śmierć.

Któż jednak zdoła zadośćuczynić Bożej sprawiedliwości? Wielkość obrazy mierzy się godnością obrażonego, którym jest nieskończony Bóg. Żadna więc istota skończona, anie wszystkie razem nie są w stanie dać zadośćuczynienia nieskończonego. Bóg, i tylko nieskończony Bóg, może nieskończenie zadośćuczynić.

I dzieje się rzecz niepojęta. Bóg zniża się do stworzenia, staje się człowiekiem, by go odkupić i nauczyć pokory, cichości, posłuszeństwa, prawdy. By go zaś ludzie rozpoznać mogli, wybiera człowieka, Abrahama, którego ród szczególną opieką otacza, by nie zatracił wiary w prawdziwego Boga, wzbudza w nim proroków, którzy podali czas Jego przyjścia, miejsce i szczegóły z życia, śmierci i zmartwychwstania.

Przyszedł w ubogiej stajence, zamieszkał w ubogim domku, przez 30 lat był posłusznym w pokorze, uczył, jak żyć, miłościwie przygarniał pokutujących grzeszników, gromił obłudnych faryzeuszów, a wreszcie zawisł na drzewie Krzyża spełniając proroctwa. Człowiek odkupiony.

Chrystus Pan zmartwychwstaje, zakłada swój Kościół na opoce - Piotrze i obiecuje, że bramy piekielne nie przemogą go.

Część narodu żydowskiego uznała w Nim Mesjasza, inni, a zwłaszcza pyszni faryzeusze, nie chcieli Go uznać, prześladowali Jego wyznawców i potworzyli mnóstwo przepisów nakazujących żydom prześladowanie chrześcijan. Przepisy te połączone z opowiadaniami poprzednich rabinów zebrał w r. 80 po Chrystusie rabbi Johanan ben Sakai, a ostatecznie wykończył około 200 r. rabbi Jehuda Hannasi i tak powstała Miszna. Późniejsi rabini znowu wiele dodali do Miszny, tak że około r. 500 rabbi Achai ben Huna mógł już z tych dodatków sklecić osobną księgę tzw., Gemara.. Miszna i Gemara tworzą razem Talmud. W Talmudzie nazywają owi rabini chrześcijan bałwochwalcami, gorszymi od Turków, mężobójcami, rozpustnikami nieczystymi, gnojem, zwierzętami w ludzkiej postaci, gorszymi od zwierząt, synami diabła, itd. Księży nazywają "kamarim", tj., wróżbiarzami, i "gałachim", tj., z ogoloną głową, a szczególnie zaś nie cierpią dusz Bogu poświęconych w klasztorze.

Kościół zowią zamiast "Bejs tefila", tj., dom modlitwy, "bejs tifla", tj., dom głupstw, paskudztwa.
Obrazki, medaliki, różańce itd., zowią "ełyłym", co znaczy "bałwany".
Niedziele i święta przezywają w Talmudzie "jom ejd" tj., dniami zatracenia.

Uczą też, że żydowi wolno oszukać, okraść chrześcijanina, bo "wszystkie majętności gojów są jako pustynia, kto je pierwszy zajmie, ten jest ich panem".

Tak więc księgę zawierającą 12 grubych tomów i dyszącą nienawiścią ku Chrystusowi Panu i chrześcijanom wtłacza się w głowy, że to księga święta, ważniejsza od Pisma św., tak że nawet sam Pan Bóg uczy się Talmudu i radzi się uczonych w Talmudzie rabinów.

Nic więc dziwnego, że ani przeciętny żyd, ani rabin nie ma zazwyczaj pojęcia o religii Chrystusowej, karmiony jedynie nienawiścią ku swemu Odkupicielowi, zakopany w sprawach doczesnych, goniący za złotem i władzą, nie przypuszcza nawet, ile pokoju i szczęścia daje jeszcze na tej ziemi wierna, gorliwa i wspaniałomyślna miłość Ukrzyżowanego, jak ona przewyższa wszystkie "szczęścia" zmysłowe czy umysłowe, które daje nędzny świat.

Niedawno temu spotkałem się w pociągu z młodym, może 18-letnim żydem. Potoczyła się rozmowa o szczęściu. Wyznał szczerze, że pieniądze i bogactwa szczęścia nie dają, ani też nie można go znaleźć w przyjemnościach zmysłowych. Gdy jednak żądny poznania prawdziwego źródła szczęścia coraz dalej rozmawiał, nagle dał się słyszeć z drugiego przedziału głos starszego żyda z upomnieniem, by się tak daleko nie zapuszczał.

Rozżalony takim przeszkadzaniem w dojściu do prawdy, zwrócił się do owego żyda z żądaniem: "To wy mnie powiedzcie, jak się rzecz ma". A gdy ten nie miał na to odpowiedzi, nie mógł się powstrzymać od kilku ostrzejszych słów wymówki. - Są więc między żydami tacy, którzy szukają prawdy, tak między pospolitym tłumem, jak i między rabinami. Często się też zdarza, że szczere poszukiwania, poparte gorącymi modlitwami, przy życiu czystym doprowadzają do poznania prawdy - do nawrócenia.

Głośne było na cały świat nawrócenie zapalczywego żyda Ratisbonne'a po otrzymaniu Cudowenego Medalika, a zakon który on potem założył, wielu z jego z jego współziomków obmył wodą Chrztu świętego.

Nie zapomnę też nigdy prośby nawróconego żyda, głośnego muzyka we Włoszech północnych, a potem zakonnika, franciszkanina, o. Emilio Norsy.

W Rzymie po poznałem. Bardzo kochał Niepokalaną. W ostatniej chorobie trzymał zawsze obrazek Niepokalanej na stoliku i często go całował. Gdy mu mówiono, że teraz w chwilach samotnych będzie mu przychodziło natchnienie muzyczne do pisania utworów, wskazywał na obraz Matki Bożej wiszący przed nim na ścianie, mówiąc: "Stąd mi przyjdzie natchnienie". Otóż ten gorący czciciel Niepokalanej, żyd, kapłan zakonu OO, Franciszkanów prosił mnie, bym się łączył z jego intencjami przy odprawianiu Mszy św. (czując chwilowe polepszenie myślał, że zdoła jeszcze 3 dni Mszę św. Odprawiać). Intencje były następujące: 1) Za Ojca św., 2) o pokój światowy, i 3) o nawrócenie żydów.

Czyniąc zadość życzeniu śp. o Norsy proszę też i Was Szanowni Czytelnicy o modlitwę do Niepokalanej "o nawrócenie żydów" tego "najnieszczęśliwszego z narodów", jak zwykł mawiać o. Norsa, bo zakopanego w rzeczach ziemskich i przemijających. A więc:

1. Niechaj każdy z członków i każda z członkiń Milicji uważnie, na gorąco co dzień odmawia nasz akt strzelisty: "O Maryjo bez grzechu poczęta, módl się za nami, którzy się do Ciebie uciekamy i za wszystkimi, którzy się do Ciebie nie uciekają , a zwłaszcza za masonami" , bo masoni to nic innego jak tylko zorganizowana klika fanatycznych żydów, dążących nieopatrznie do zniszczenia Kościoła Katolickiego, któremu nam Bóg Człowiek zapewnił, że bramy piekielne nie zwyciężą go. Biedni, szaleni uderzają głową o skałę.

2. Gdy ktoś z nas napotka żyda, niechaj westchnie o jego nawrócenie do Niepokalanej, chociażby tylko myślą, np. "Jezus Maryja", a gdy się zdarzy napotkać rabina, który ma większą odpowiedzialność, bo za siebie i za tych, których prowadzi, rachunek przed Bogiem zdać musi, wypada więcej modlitwy ofiarować, chociażby "Zdrowaś Maryjo".

3. Pamiętajmy, że za każdego, bez względu na różnice narodowości, umarł Pan Jezus i że każdy, a więc i każdy żyd, jest niewdzięcznym, ale jednak dzieckiem naszej Matki wspólnej w niebie. Modlitwą (a zwłaszcza odmawianiem różańca św.), umartwieniem (wzroku, słuchu, smaku, woli), dobrym przykładem, a jeżeli roztropność na to pozwala, to i zbawiennymi rozmowami, a przede wszystkim roztropnym szerzeniem Medalika Cudownego, nawet wśród zbłąkanych synów Izraela, starajmy się doprowadzić ich do poznania prawdy i osiągnięcia prawdziwego pokoju i szczęścia przez oddanie się bezgranicznie nasze wspólnej Pani i Królowej, a przez nią Przenajświętszemu, miłością dla każdej duszy pałającemu, Sercu Boga Zbawcy.

4. Niechaj każdy (każda) dla okazania miłości ku Niepokalanej postara się, o ile tylko bystrość umysłu, spryt, siła woli i gorliwość pozwoli, aby "Rycerz Niepokalanej" już obecny numer styczniowy, dotarł wszędzie, chociażby nawet do niekatolików, żydów, o ile jest nadzieja, że z niego korzystać będą.

Niech każdy (każda) nie opuści ani jednego ze swoich krewnych, przyjaciół znajomych i teraźniejszych, i dawniejszych, w kraju, i za granicą. Niech wszystkich zachęci albo listownie westchnąwszy przedtem o błogosławieństwo do Niepokalanej, bo od Niej zależy cały owoc usiłowań, by Jej "Rycerza" sobie zaprenumerowali, albo przynajmniej prześle ich adresy, byśmy im numerem okazowym służyć mogli.

Nasz cel jest jasny:

Niepokalana, Królowa nieba, musi być i to jak najprędzej uznaną za Królową wszystkich ludzi i każdej duszy z osobna w Polsce i poza jej granicami na obydwu półkulach. Od tego, śmiemy twierdzić, zależy pokój i szczęście poszczególnych osób, rodzin, narodów, ludzkości.

Od dziś więc, bez wytchnienia, wszyscy, całą swą ufność położywszy nie w złocie, ani w pysznej zarozumiałości, jak biedni masoni, ale, i to jedynie, w Niepokalanej, wszechmocnej potęgą Boskiego Syna, ofiarujmy czynem (modlitwą, umartwianiem i pracą) samych siebie "bez żadnego zastrzeżenia" Niepokalanej, by stać się narzędziem w Jej ręku do szerzenia w duszach wszystkich Jej królowania. Dołóżmy wszelkich sił, by Ona przez swego "Rycerza" i swój medalik zdobyła świat.

Jak słodko będzie nam w ostatniej godzinie , gdy wspomnimy na pracę cierpienie upokorzenia poniesione dla Niej i że ich było wiele - jak najwięcej

"Rycerz Niepokalanej" 5 (1926) 2-7.

Okpieni przez żydów masoni.

Dzienniki rozniosły w pierwszych dniach sierpnia następującą wiadomość: "W Bukareszcie odbył się w tych dniach międzynarodowy kongres wolnomularzy przy udziale przedstawicieli wolnomularskich organizacji ze Stanów Zjednoczonych, z Polski, Włoch, Czechosłowacji, Austrii i Rumunii. Na kogresie tegorocznym stwierdzono między innymi, iż wolnomularstwo specjalnie doniosłą rolę odgrywa w Polsce, gdzie do loży wolnomularskiej należy cały szereg wybitnych członków obecnego rządu. I w innych państwach rozwija się wolnomularstwo bardzo pomyślnie".

Zdaje się tym panom, że oni rządzą; tymczasem posłuchajmy co piszą "Protokoły Mędrców Syjonu". Protokół 11 mówi: "Oto program przygotowanej nowej konstytucji. My będziemy stwarzali i wykonywali prawa i rządy: 1) w formie projektów, składanych ciału prawodawczemu, 2) przy pomocy dekretów prezydenta w formie postanowień ogólnych, orzeczeń senatu, uchwał rady państwa, decyzji ministerialnych, 3) w chwili zaś odpowiedniej w formie przewrotu państwowego.

"Ustaliwszy mniej więcej modus agendi, zajmiemy się szczegółami tych kombinacji, przy których użyciu mamy dokonać zmiany działania maszyn państwowych w kierunku wymienionym. Kombinacje te są to: swoboda prasy, prawo zrzeszania się, wolność sumienia, zasady systemu wyborczego i wiele innych objawów, które muszą zniknąć z repertuaru ludzkości, by ulec zasadnicznej zmianie nazajutrz po ogłoszeniu nowej konstytucji. Dopiero w chwili tej będziemy mogli ogłosić wszystkie nasze postanowienia, bowiem później wszelkie zmiany będą niebezpieczne. A oto przyczyny: jeżeli zmiany te wprowadzone będą bezwzględnie oraz w kierunku rygoru i ograniczeń - może to spowodować wybuch rozpaczy, wywołany obawą nowych zmian w tym samym kierunku. Jeżeli zaś zmiana ta będzie dokonana w kierunku nowych ulg, wówczas może być powiedziane, że przyzwyczailiśmy się do słabości, co poderwie autorytet niezłomności nowej władzy - lub też może wytworzyć przekonanie, że przejął nas strach i zmuszeni jesteśmy do ustępstw, za które nikt nie będzie nam wdzięczny, bowiem będą uważane za należne Jedno i drugie byłoby szkodliwe dla powagi nowej konstytucji. Koniecznie jest, żeby z chwilą jej ogłoszenia, oszołomione przez dokonanie przewrotu narody, będące jeszcze pod wpływem terroru i niepewności - zrozumiały, że jesteśmy o tyle silni, o tyle nietykalni, o tyle pełni potęgi, że w żadnym razie nie będziemy liczyli się z narodami i nie tylko nie zwrócimy uwagi na ich sąd i życzenia, lecz nawet gotowi jesteśmy i zdolni z niezwalczoną siłą zgnieść ich wyrażanie i przejawianie w każdej chwili i na każdym miejscu, że wzięliśmy od razu wszystko, co uważaliśmy za niezbędne i w żadnym razie nie będziemy dzielili się naszą władzą. Wówczas ze strachu zamkną oczy na wszystko i będą oczekiwali, co z tego wyniknie.

"Goje to stado baranów, my zaś jesteśmy wobec nich wilkami, a wiecie wszak, co staje się z owcami, kiedy do owczarni zakradną się wilki. Zamkną oni oczy jeszcze i z tej przyczyny, że obiecamy im zwrot wszystkich odebranych swobód po zwyciężeniu wrogów pokoju i pokonaniu wszystkich partii. Czy warto wspomnieć o tym, jak długo oczekiwać będą tego zwrotu?

"W jakimże innym celu wymyśliliśmy i nakazaliśmy gojom całą tę politykę, nie dając im możności zbadania jej treści - jeżeli nie w tym, żeby drogą okólną osiągnąć to, co jest prostą drogą niedosięgłe dla naszego plemienia rozsianego. Posłużyło to jako fundament dla naszej organizacji masonerii tajnej, która nie jest znana, oraz dla celów, których istnienia nawet nie podejrzewają te bydlęta-goje znęceni przez nas do szeregów armii lóż masońskich <>, istniejących dla zamydlenia oczu gojom".

Czyście panowie masoni słyszeli? Ci, którzy was zorganizowali i wami skrycie rządzą, żydzi, uważają was za bydlęta, znęcone do lóż masońskich dla celów, których nawet nie podejrzewacie, dla mydlenia oczu gojom.

Kto dąży do rozmnażania lóż masońskich?

W protokóle 15 czytamy: "Tymczasem do chwili, kiedy obejmiemy władzę, będziemy stwarzali i rozmnażali loże wolnomularskie we wszystkich państwach świata. Wciągniemy do lóż tych wszystkich przyszłych i obecnych działaczy wybitnych, bowiem loże te będą centralnym punktem informacyjnym i ośrodkiem wpływów".

A kto właściwie kieruje działalnością lóż?

"Wszystkie loże poddamy jednemu, znanemu tylko przez nas rządowi, złożonemu z mędrców naszych. Loże będą posiadały przedstawiciela, maskującego ów centralny zarząd masonerii, oraz ogłaszającego hasła i programy.

"W lożach tych zadzierzgniemy węzeł z wszystkimi czynnikami rewolucyjnymi i wolnomyślnymi. Będą one się składały z przedstawicieli wszystkich klas społecznych. Najtajniejsze projekty polityczne będą nam znane i podległe naszemu kierownictwu od chwili powstania. W liczbie członków lóż będą prawie wszyscy agenci policji narodowej i międzynarodowej, bowiem ich współpraca jest dla nas niezbędna. Policja ma możność nie tylko załatwiania się po swojemu z opornymi, lecz również i ukrywania dzieł naszych, stwarzania przyczyn do niezadowoleń itd.

"Do stowarzyszeń tajnych zapisują się zwykle najchętniej aferzyści, karierowicze i w ogóle ludzie po większej części lekkomyślni, z którymi prowadzenie interesów nie będzie dla nas trudne. Oni będą wprowadzali w ruch mechanizm maszyny wymyślonej przez nas. Jeżeli w świecie tym powstanie zamęt, będzie to znaczyło, że potrzebowaliśmy go zmącić, aby zbyt wielka solidarność jego rozprzęgła się. Jeżeli zaś w łonie świata tego powstanie spisek, to na czele nie będzie stał nikt inny, jak tylko najprawdopodobniejszy ze sług naszych. Jest to naturalne, że my, nie zaś kto inny, będziemy kierowali sprawami i czynnościami masonerii, ponieważ wiemy, dotąd prowadzimy, znamy cel ostateczny każdego działania, gdy oni nie wiedzą, nawet nie znają wyników bezpośrednich: obchodzi ich zwykle tylko chwilowe zadowolenie ambicji przy wykonywaniu projektów. Nie wiedzą o tym, że sam projekt nie powstał z ich inicjatywy, lecz dzięki poddaniu przez nas myśli odpowiedniej.

"Goje zapisują się do lóż, jedni - powodowani ciekawością lub też nadzieją dobrania się tą drogą do pieroga społecznego, inni zaś aby uzyskać możność wypowiedzenia publicznego swoich nieziszczalnych i bezpodstawnych marzeń: ci pragną oklasków i emocji, którą daje powodzenie, a której im nie szczędzimy. Nie wzbraniamy im tego powodzenia, dla korzyści z powstałej na tle tym zarozumiałości i przekonania o wartości własnej. Przy pomocy tych czynników ludzie niepostrzeżenie przejmują się nakazami naszymi, nie strzegąc się ich w przekonaniu, że nieomylność wytwarza myśli własne, ale cudzych nie przejmuje. Nie wyobrażacie sobie nawet, jak łatwo najrozumniejszych gojów doprowadzić do naiwności nieświadomej, o ile przekonani są o wartości własnej, a jednocześnie jak łatwo przy pomocy najmniejszego niepowodzenia, bodajby braku oklasków, pozbawić ich pewności siebie i doprowadzić do zupełnej uległości, skoro tylko zapewnić im nowe powodzenie. O ile nasi lekceważą powodzenie byle przeprowadzić plan dany, o tyle goje gotowi są zaniedbać wszelkie plany dla chwilowego powodzenia.

"Psychologia powyższa gojów ułatwia nam znacznie zadanie kierowania nimi. Dzięki nam wsiedli na konika marzeń o pochłonięciu indywidualności ludzkiej przez jednostkę symboliczną kolektywizmu. Nie pojęli jeszcze i nie pojmą nigdy myśli, że "kolektywizm" stanowi jawne pogwałcenie praw najważniejszych natury, która od początku świata tworzyła jednostki, niepodobne do innych, mając na celu właśnie indywidualność. Jeżeli byliśmy zdolni doprowadzić ich do takiego szalonego zaślepienia, czy nie dowodzi to z zadziwiającą wyrazistością, do jakiego stopnia umysł gojów nie jest po ludzku rozwinięty w porównaniu z umysłem naszym! Okoliczność ta jest dla nas główną gwarancją powodzenia".

A wiecie, panowie masoni, co was czeka w dniu, w którym chcielibyście sami zacząć myśleć? Oto posłuchajcie. Ciąg dalszy tego protokołu mówi: "Śmierć jest nieuniknionym końcem każdego życia. Lepiej jest przyspieszyć koniec tych, którzy przeszkadzają naszej sprawie, niż nas, którzy jesteśmy jej twórcami.

"Masonów będziemy tracili w taki sposób, że nikt, prócz braci, nie będzie się mógł domyśleć, nawet same ofiary: wszystkie one umierają w chwili, kiedy zachodzi potrzeba tego, na pozór wskutek chorób normalnych. Wiedząc o tym, nawet bracia nie ośmielą się protestować. Stosując środki podobne, wyrwaliśmy z masonerii wszelki zarodek protestu przeciwko zarządzeniom naszym. Głosząc gojom liberalizm jednocześnie trzymamy naród nasz i agentów w ryzach bezwzględnego posłuszeństwa".

Panowie masoni, wy którzyście niedawno na Kongresie w Bukareszcie cieszyli się, że masoneria się rozwija, zastanówcie się i powiedzcie szczerze, czy nie lepiej w pokoju wewnętrznym, w miłości radosnej służyć Stwórcy, niż słuchać rozkazów tajemniczej, podstępnej, nieznanej, nienawidzącej was, okrutnej kliki żydowskiej?

I do Was, nieliczna garstko żydów, "mędrców Syjonu" którzy ukryci, z dopuszczenia Bożego dla doświadczenia wiernych i cnotliwych, spowodowaliście świadomie tyle już nieszczęść i więcej jeszcze przygotowujecie, zwracam się z zapytani

Okładka.jpg
Plik ściągnięto 14697 raz(y) 35.78 KB

 
 
Barakus 
Moderator
patriota


Dołączył: 08 Mar 2006
Posty: 492
Skąd: Tylko Polska
Wysłany: Pon Kwi 17, 2006 17:07   

"Chrześcijaństwo a zorganizowany naturalizm masońsko-żydowski"
Ks. dr Denis Fahey


Sztuka manipulowania ludźmi dla osiągnięcia pewnego celu, tak aby nie uświadamiali sobie, że są manipulowani, doszła do szczytu perfekcji, jakiej nie osiągnęła nigdy przedtem. Kontrola nad finansami ułatwia zdobycie władzy i dostęp do wszystkich technicznych środków kształtowania opinii publicznej: prasy, radia, kina (dziś dodalibyśmy najważniejsze: telewizji; dop. tłumacza).

(...)

Musimy dokładnie rozróżniać między przeciwstawieniem się dominacji naturalizmu żydowskiego w społeczeństwie i wrogością do Żydów jako członków pewnej rasy. Ta druga forma przeciwstawienia się, a mianowicie wrogość do Żydów jako członków pewnej rasy, zwana antysemityzmem, wielokrotnie była potępiana przez Kościół. Obowiązek przeciwstawienia się dominacji naturalizmu żydowskiego w społeczeństwie ciąży na każdym katoliku i na każdym, kto szczerze kocha swój kraj rodzinny.

ks. dr Denis Fahey



Wstęp do polskiego wydania książki

Rzadko się zdarza, aby książka napisana wiele lata temu (tłumaczenie z oryginału The Kingship of Christ and Organized Naturalism - Cork, Irlandia - 1943) zdolna była przykuć uwagę Czytelnika i trzymać go w napięciu podczas lektury. To niewątpliwie zasługa irlandzkiego Autora, który, dotykając najgłębszych spraw egzystencjalnych, nie zatraca żywego kontaktu z otaczającą rzeczywistością. Ze zdumieniem stwierdzamy, że ta rzeczywistość sprzed wielu lat przypomina - wypisz, wymaluj - rzeczywistość, w której wypadło nam żyć dzisiaj. Jest w tej książce mowa o solidarności, ale o tej solidarności najistotniejszej, zakorzenionej w Chrystusie jako Głowie Ciała Mistycznego, którego członkami jesteśmy my wszyscy. Są w niej wyrzuty pod adresem katolików, którzy, nie zdając sobie sprawy z zagrożeń i podstępnych knowań tajnych zrzeszeń masońskich i działających jawnie organizacji żydowskich, nie potrafią się zjednoczyć i dają się wykorzystywać ciemnym siłom (u Autora: zastępom złych mocy) zła. A licho nie śpi! Atak na życie narodowe, na historię narodu, na świadomość narodową Polaków rozpoczyna się - jak zwykle - od ataku na Kościół, na religię, na wychowanie religijne, na obecność sacrum w życiu społecznym, kulturalnym, ekonomicznym i politycznym. Solidarni, chcielibyśmy przywrócić naruszony przez komunę (chciałoby się powiedzieć: przez żydo-komunę) porządek w świecie. Lata osiemdziesiąte pokazały, że mógł to być jedynie ład ustanowiony przez Boga, odrzucony przez naród, który miał być jego rzecznikiem, i przywrócony przez Chrystusa. A "bez Chrystusa nie zrozumie się dziejów tego narodu" - te słowa wypowiedziane na placu Zwycięstwa w Warszawie 8 czerwca 1979 roku brzmią nam w uszach do dziś. Łaska uświęcająca, życie nadprzyrodzone, nadnatura w opozycji do masońskiego i żydowskiego naturalizmu - to najgłębsze tematy tej książki, ale podane w atrakcyjnej i bardzo współczesnej formie. Bez tych elementów nadprzyrodzoności chrześcijaństwo byłoby jedną z wielu instytucji czysto ziemskich, mających swe naturalne pochodzenie, okres rozwoju oraz oczekujących swego nieuchronnego końca. Z chrześcijaństwem jest zupełnie inaczej. Autor jest w stanie przekonać o tym nie-uprzedzonego Czytelnika, a temu, który żywi wobec tej religii, tego światopoglądu i tego stylu życia (obejmującego życie łaski i uczestniczenia w sakramentach) nie uzasadnione uprzedzenia, otworzy szeroko oczy na świat wartości dotychczas mu nieznany. Niektórzy będą podejrzewać Autora o integryzm i ultramontanizm. O integryzm, to znaczy o głoszenie tezy, że Kościół jest instytucją nadrzędną także w stosunku do instytucji świeckich, do państwa, gospodarki, polityki, wychowania itp. Proponowany przez niego schemat boskiego planu organizacji społeczeństwa jest stosunkowo prosty. Najpierw Bóg (w trzech osobach boskich), potem Jezus Chrystus, Głowa Ciała Mistycznego, Kościoła katolickiego, kapłan i król odkupionej przez siebie ludzkości, a władza jego rozciąga się na cały świat i jest powszechna. W tej powszechnej doczesnej władzy królewskiej Chrystusa uczestniczy Kościół, któremu przysługuje tzw. pośrednia władza, a jako ustanowiony przez Boga jest stróżem całego prawa moralnego - naturalnego i objawionego - i ma obowiązek dokładać wszelkich starań, by moc Ewangelii mogła przenikać prawo i instytucje państwowe, by zasady Kościoła stały się zasadami życia publicznego. Można autora niniejszej książki podejrzewać o ultramontanizm, to znaczy o propagowanie poglądu powstałego "za górami" (tj. za Alpami) w stosunku do Francji i Niemiec i domagającego się podporządkowania wszystkich dziedzin życia doktrynie Kościoła wraz z ogłoszonym na I soborze watykańskim w 1870 roku dogmatem o nieomylności papieża. Dziś patrzymy nieco inaczej na te sprawy. Zmienił się ton wypowiedzi papieskich, ale nie znaczy to bynajmniej, że Kościół zrezygnował z prób oddziaływania na życie społeczne, gospodarcze i polityczne świata w znacznym stopniu zdechrystianizowanego. Jak trafnie wyraził się Julian Auleytner w rozmowie z Janem Wagnerem ("Słowo - Dziennik katolicki" z 22 kwietnia 1996 roku), "... doktryna społeczna Kościoła zawiera wiele wartości uniwersalnych,...ukazuje ogromne możliwości aplikacyjne mogące prowadzić do powstania... uniwersalnej polityki społecznej... bazującej na humanistycznych wartościach wpisanych w naukę społeczną Kościoła....Ani "socjaliści", ani liberałowie nie piszą encyklik czy traktatów, które generalizowałyby sytuację społeczną i formułowały ogólne diagnozy i inspiracje do działania. Taki charakter natomiast mają encykliki". Niech nie dziwi zatem Czytelnika obfitość cytatów z encyklik papieskich, którymi Autor tej książki podpiera swe wywody. Jego końcowe uwagi - również z powołaniem się na dokumenty papieskie - o potrzebie łączenia się katolików brzmią nader aktualnie w chwili, kiedy politycy obozu solidarnościowego-niepodległościowego, niepomni kompromitujących doświadczeń z elekcji, którą nie żyjący już Wojciech Wasiutyński nazwałby "trzecim wstydem", dokonują karkołomnych wysiłków myślowych i organizacyjnych, by "jednoczyć się poprzez dezintegrację" (toć to oksymoron!). Aktualność tych końcowych uwag Autora jest tak widoczna, że można by się zastanawiać, czy nie lepiej byłoby rozpoczynać lektury tej książki... od końca. Partie mówiące o antysemityzmie, o zagrożeniach ze strony żydo-masońskiego naturalizmu dla życia politycznego, społecznego, gospodarczego łatwiej przemówią do współczesnego czytelnika niż te części książki, w których jest mowa o boskim planie uporządkowania świata, o Królestwie Chrystusowym czy Mistycznym Ciele Chrystusa. Jeśli ktoś chce, niech i w takiej kolejności zabiera się do lektury książki. Ale niech nie zapomina sięgnąć po tekst po raz drugi i odczytać go tak, jak to sobie zaplanował Autor. Tylko wtedy zrozumie najgłębsze przesłanie książki. Pojmie, że dla chrześcijanina antysemityzm, będący nienawiścią do rasy jako rasy, jest nie do przyjęcia (najgłębsze racje teologiczne podaje Autor), ale nie przesłoni mu to nakazu ochrony wartości chrześcijańskich i narodowych niszczonych systematycznie przez naturalizm (i wynikający z niego liberalizm i racjonalizm) żydowski i masoński. Występowanie w obronie należycie rozumianych interesów własnych przeciw niczym nie poskromionym aspiracjom śladowej wprost mniejszości żyjącej w naszym kraju nie może być uznawane za antysemityzm, a tak właśnie pojmują całą sprawę sami Żydzi i tam - jak to ładnie ujął Isaac Bashevis Singer - gdzie antysemityzmu nie ma, sami go wywołują. Znany noblista napisał: "Żyd współczesny nie może żyć bez antysemityzmu. Jeśli antysemityzm gdzieś nie istnieje, on go stworzy. Musi przelewać krew za ludzkość - toczyć boje z reakcją, martwić się o Chińczyków, Mandżurów, Rosjan, pariasów w Indiach, czarnych w Ameryce. Jest piewcą rewolucji, a jednocześnie domaga się dla siebie wszystkich przywilejów kapitalizmu. Chce wykorzenić nacjonalizm u innych, ale szczyci się przynależnością do narodu wybranego. Jak taki naród może żyć wśród obcych". Autor niniejszej książki stwierdza, że słowem antysemityzm posługują się Żydzi "na oznaczenie wszelkiej formy opozycji w stosunku do nich samych i usiłują bez przerwy kojarzyć je z nieracjonalnością i nieadekwatnością w stosowaniu go. Najwidoczniej chcą, aby świat uwierzył w to, że każdy, kto przeciwstawia się roszczeniom żydowskim, jest w mniejszym lub większym stopniu upośledzony umysłowo". Nieco wcześniej napisał: "Żydowskie wysiłki wyeliminowania nadprzyrodzonego życia łaski i wiary w Jezusa zmierzają nieuchronnie do ściągnięcia życia w dół do infraludzkiego poziomu. Musimy zatem przeciwstawiać się i udaremniać żydowskie wysiłki zmierzające do zapanowania nad naszym społeczeństwem i ukształtowania go według naturalistycznych wytycznych....Władza nie powinna wpaść (można by powiedzieć, że nie powinna pozostawać) w ręce Żydów, albo też wpaść w ręce nominalnych czy byłych chrześcijan, masonów czy innych, którzy są zależni od Żydów albo trzymają razem z nimi. Musimy zwalczać zakusy Żydów, którzy chcą podporządkować sobie poszczególnych katolików i całe kraje katolickie, z jeszcze większą siłą niż powinniśmy walczyć z masonerią, ponieważ Żydzi stanowią silę naturalistyczną ściślej zorganizowaną i bardziej zwartą niż masoneria".

Czyż można biernie przyglądać się, jak na mocy przygotowywanych ustaw 2, 3 czy 10 tysięcy osób (szacunki są różne) odzyska (nie natychmiast, nie, ale - jak łaskawie się godzą - za kilkadziesiąt lat) własność należącą ongiś do 3,5 miliona osób mniejszości narodowej żyjącej przede wszystkim na terenach nie należących dziś do państwa polskiego? Czy czysto ukraińskie rządy w Kijowie i - mimo wszystko - czysto białoruskie rządy w Mińsku oraz czysto litewskie obecnie rządy w Wilnie zajmują się podobnymi sprawami jak te, które zaprzątają głowy politykom znad Wisły?

Czy do pomyślenia jest, aby Kongres Polonii Amerykańskiej paktował z rządami w Kijowie, Mińsku i Wilnie w sprawie odzyskania dla pozostałych na terytorium tych państw Polaków dawnego mienia popolskiego: państwowego, militarnego, komunalnego, kościelnego itp., a następnie także (choćby za kilkadziesiąt lat) mienia prywatnego pozostawionego przez Polaków na byłych Kresach Wschodnich?

Jak doszło do tego, że przedstawiciele władz państwowych z Warszawy, z okazji składania oficjalnych wizyt zagranicznych, "obowiązkowo" spotykają się z przedstawicielami jednej tylko mniejszości narodowej zamieszkującej kraj gospodarzy?

Jak możliwe było powołanie pełnomocnika ministra spraw zagranicznych do spraw kontaktów z diasporą żydowską, kiedy nie ma dotychczas takiego pełnomocnika do spraw kontaktów z Polonią rozsianą po całym świecie?

Odpowiedź nie wprost na te i inne podobne pytania znajdzie Czytelnik w tej oto książce napisanej wiele lat temu. Odrzucenie boskiego programu uporządkowania świata, próby całkowitego wyeliminowania ze świata nadprzyrodzonego Mesjasza, Chrystusa Króla, i zastąpienia go naturalistycznym, kolektywnym Mesjaszem, narodem jednej z wielu mniejszości, zamiana zbawczej śmierci Odkupiciela na zbiorową ofiarę zagłady, zignorowanie "Tego, który przyszedł" na rzecz tego, który dopiero ma nadejść i - co nie daj Boże - narodzić się w granicach naszego państwa - to nie tylko zagrożenie, to prawdziwy horror. Jako katolicy i Polacy nie mamy nic przeciwko harmonijnemu współżyciu z innymi mniejszościowymi wyznaniami, narodowościami czy grupami etnicznymi, dopuszczamy możliwość całkowitej asymilacji. Ale nie możemy pozwolić, by mniejszościowe grupy nacisku zdominowały rdzenną ludność polską, prawdziwych gospodarzy tej ziemi od przeszło tysiąca lat (oburzające są próby zmiany znaczenia Rzeczpospolita obojga narodów, tj. narodu polskiego i litewskiego, na osiemsetletnie czy nawet tysiącletnie równoprawne bytowanie na ziemiach polskich "obojga narodów", tj. niby narodu polskiego , i żydowskiego; wygnani z Europy zachodniej Żydzi przybywali do kraju Polaków jako uciekinierzy z własną historią, językiem, kulturą, religią, żyli w gettach, strzegąc swej odrębności, i to pozwoliło im zachować tożsamość; procesy asymilacyjne zaczęły się dopiero pod koniec XVIII wieku), nie damy się zepchnąć do roli pariasów i pachołków obcych. "Mamy prawo i obowiązek -- pisze Autor niniejszej książki -- bronić naszego kraju i naszego narodu przed niesprawiedliwą agresją innego narodu. Ten obowiązek ciąży na nas w jeszcze większym stopniu, kiedy w grę wchodzi wierność naszego kraju Chrystusowi Królowi". Pytanie: jaka będzie Polska i czyja będzie Polska, postawione kilka lat temu, nadal jest aktualne. Być może, odpowiedź stanie się jasna w wyborach 1997 roku. Oby nie musiał to być "Czwarty wstyd", jakby powiedział Wojciech Wasiutyński. Ta odpowiedź będzie zależeć od nas wszystkich, także od Czytelników tej książki. Oby jej lektura przyczyniła się do tego, by była to odpowiedź właściwa!



Fragment książki

Kościół katolicki a antysemityzm

Po tym, co dotychczas powiedziano, łatwiej przystąpić do rozważenia kwestii antysemityzmu. Co znaczy to słowo? Znaczy nienawiść do Żydów jako rasy. Żydzi jednak posługują się tym słowem na oznaczenie wszelkiej formy opozycji w stosunku do nich samych i usiłują bez przerwy kojarzyć je z nieracjonalnością i nieadekwatnością w stosowaniu go. Najwidoczniej chcą, aby świat uwierzył w to, że każdy, kto przeciwstawia się roszczeniom żydowskim, jest w mniejszym lub większym stopniu upośledzony umysłowo. Otóż musimy przede wszystkim zwrócić uwagę na to, że termin antysemityzm jest zbyt szeroki i niezbyt jasny, płynny. Arabowie są bez wątpienia Semitami. Jednakże Arabowie żyjący w Palestynie z racji swego przeciwstawiania się dominacji żydowskiej są antysemitami. Po drugie, ponieważ musimy mężnie stać po stronie praw Chrystusa Króla, prawdziwego nadprzyrodzonego Mesjasza, i dążyć do ponownego nasycenia społeczeństwa nadprzyrodzonym duchem Ciała Mistycznego, powinniśmy zwalczać wysiłki Żydów zmierzające do przeniknięcia świata naturalizmem. W tym znaczeniu - a to dlatego że sinieje tylko jeden boski plan zaprowadzenia porządku w świecie - każdy rozsądnie myślący człowiek musi być uznany za antysemitę. "The Jewish World" z 9 lutego 1883 roku przedstawił następujący program:

"Największym ideałem judaizmu jest,."aby cały świat został przesiąknięty poglądami żydowskimi i aby w powszechnym braterstwie narodów - faktycznie wielkiego judaizmu - zniknęły odrębne rasy i religie".

Implikuje to wyeliminowanie nadprzyrodzonego Mesjasza i zanik Mistycznego Ciała Chrystusa, Kościoła katolickiego. Żydzi nie powinni się dziwić, że takie ich roszczenia wywołują "antysemityzm". Taki ich program stanowi dla j Kościoła katolickiego wyzwanie na pojedynek na śmierć i życie. Kościół katolicki potępia nienawiść i brak miłości między narodami, podobnie jak czyni to w stosunku do jednostek. Z natury jesteśmy braćmi, a dzięki nadnaturze, nadprzyrodzoności, boskiemu życiu łaski, zjednoczeni jesteśmy w braterstwie nieskończenie wznioślejszym. "Ponad braterstwem całej ludzkości i ponad ojczyzną - powiedział papież Pius XI - jest braterstwo nieskończenie świętsze i cenniejsze, braterstwo, które jednoczy nas w Chrystusie, naszym Zbawicielu, a mianowicie nasze pokrewieństwo w Kościele katolickim. Mistycznym Ciele samego Chrystusa". Kościół w wyjątkowy sposób potępia nienawiść do Żydów. Dlaczego nienawiść do rasy żydowskiej, jako takiej, jest szczególnie obmierzła? Dlatego, że Żydzi są narodem i rasą, w której słowo Stało się Ciałem. Pan nasz jest Żydem z domu Dawidowego. Katolicy określają zazwyczaj nienawiść do Żydów słowem "antysemityzm". Jeśli weźmiemy pod uwagę potępienie niemieckich teorii rasistowskich w Encyklice O prześladowaniu Kościoła w Niemczech oraz w Liście Świętej Kongregacji do spraw seminariów z kwietnia 1938 roku, to okaże się, że obecną narodowo-socjalistyczną nienawiść do Żydów trzeba potępić jeszcze surowiej, ponieważ zasadza się ona na bluźnierczych i heretyckich przesłankach. Trzeba jednak wraz z autorem artykułu Juifs et Chretiens w: Dictionnaire Apologetique de la Foi Chretienne zauważyć, że Kościół wypowiedział się zarówno za Żydami w obronie osobistej oraz w obronie ich godności przeciw niesprawiedliwym atakom. Zawsze potępiał akty przemocy wobec Żydów, respektował wolność ich sumień i zapewniał swobodę ich kultu. Z drugiej strony Kościół wypowiadał się przeciw Żydom, wtedy kiedy chcieli oni narzucać swe jarzmo ludziom wierzącym i nakłaniali ich do odstępstwa od wiary. Zawsze starał się bronić wiernych przed splugawieniem przez nich. Ponieważ doświadczenia ubiegłych wieków pokazują, że jeśli Żydom udało się dojść do najwyższych stanowisk w państwie, nadużywali oni swej władzy ze szkodą dla katolików. Kościół zawsze usiłował nie dopuszczać do tego, aby katolicy dostali się pod ich jarzmo. Żydzi mieli zakaz nawracania na swą wiarę i nie wolno im było zatrudniać chrześcijan jako niewolników czy służących. Z jednej strony Kościół potępia nienawiść rasową w ogóle, a nienawiść do rasy Odkupiciela w szczególności. Z drugiej strony Kościół, jak to widzieliśmy, podkreśla obowiązek zwalczania naturalizmu w życiu publicznym i prywatnym, aprobuje miłość do kraju rodzinnego i pochwala prawdziwy nadprzyrodzony patriotyzm. Mamy prawo i obowiązek bronić naszego kraju i naszego narodu przed niesprawiedliwą agresją innego narodu. Ten obowiązek ciąży na nas w jeszcze większym stopniu, kiedy w grę wchodzi wierność naszego kraju Chrystusowi Królowi. Musimy zatem zwalczać naturalizm zawsze i wszędzie i szczególnie musimy być czujni wobec naturalizmu narodu żydowskiego. Niespożyta energia, z jaką własny naród Chrystusa stara się wyeliminować wpływ życia nadprzyrodzonego, rani w dwójnasób Najświętsze Serce naszego Pana. Obowiązek walki z naturalizmem w ogóle, a zatem i ze zorganizowanym naturalizmem narodu żydowskiego, nakłada na nas na przykład papież Leon XIII (Tametsi, 1900) i papież Pius XI (Quas primas, 1925 i Quadragesimo anno, 1931). Przed żydowskim naturalizmem ostrzega nas bez ogródek szereg dokumentów papieskich, cytowanych przez papieża Benedykta XV w Encyklice A quo primum (1751). "Co do nas - pisze ten uczony papież - to w tej sprawie, podobnie jak we wszystkich innych, trzymamy się linii postępowania przyjętej przez Naszych Czcigodnych Poprzedników, biskupów rzymskich. Aleksander III (1159-1181) zabronił chrześcijanom, pod surowymi sankcjami karnymi, wstępować na służbę do Żydów na dłuższy czas albo zostawać służącymi w ich gospodarstwach domowych. "Nie powinni - pisał - służyć Żydom dla zarobku w sposób ciągły". Ten sam papież wyjaśnia powód takiego zakazu w następujący sposób: "Nasz sposób życia i sposób życia Żydów krańcowo różnią się od siebie, a Żydzi łatwo sprowadzają na manowce dusze prostego ludu i przeciągną na stronę swych przesądów i niewiary, jeśli ten lud żyć będzie w ciągłym i bliskim obcowaniu z nimi". Ten cytat dotyczący Żydów znaleźć można w Dekrecie Ad haec. Innocenty III (1198-1216) przypominając, że Żydzi zostali wpuszczeni przez chrześcijan do ich miast, ostrzegł chrześcijan, że sposób i warunki tego wpuszczenia powinny być takie, by uniemożliwić Żydom uznawanie zła za dobro: "A kiedy tak z litości zostaną wpuszczeni do familijnego obcowania z chrześcijanami, odpłacą się swym gospodarzom - jak powiada przysłowie - tak jak szczur ukryty w worku albo jak wąż na piersi czy płonąca głownia na czyimś łonie". Ten sam papież powiada, że czymś stosownym jest, by Żydzi służyli u chrześcijan, ale nie jest stosowne, by chrześcijanie służyli u Żydów, i dodaje: "Synowie wolnej nie powinni usługiwać synom niewolnicy. Natomiast Żydzi, jako słudzy odrzuceni przez tego Zbawiciela, którego śmierć niegodziwie spowodowali, powinni faktycznie i rzeczywiście uznać siebie za sługi tych, których śmierć Chrystusa wyzwoliła, w chwili kiedy uczyniła ich niewolnikami". Te słowa można znaleźć w Dekrecie Etsi Judaeos. W podobny sposób w innym Dekrecie, Cum sit nimis, pod tym samym nagłówkiem De Judaeis et Saracenis (O Żydach i Saracenach; dop. autora), Innocenty III zabrania dopuszczania Żydów do stanowisk publicznych: "Zabraniamy Żydom dostępu do stanowisk publicznych, ponieważ wyzyskują stworzone sobie możliwości do pokazania zawziętej wrogości wobec chrześcijan...". Jeśli by ktoś zapytał, co jest zabronione przez Stolicę Apostolską Żydom mieszkającym w tych samych miastach co chrześcijanie,...niech przeczyta Konstytucję rzymskich papieży, Naszych Poprzedników, Mikołaja IV (1288-1294), Pawła IV (1555-1559), świętego Piusa V (1566-1572), Grzegorza XIII (1572-1585) i Klemensa VIII (1592-1605), które są łatwo dostępne, ponieważ znajdują się w Bullarium Romanum". Wobec żydowskiego naturalizmu musimy głosić wyższość nadprzyrodzonego życia Ciała Mistycznego, dzięki któremu jesteśmy duchowymi potomkami Abrahama, nad naturalnym życiem potomków Abrahama co do ciała, tak samo jak nad każdą postacią życia narodowego. Wobec naturalistycznego ubóstwiania rasy germańskiej przez Rosenberga i deprecjonowania przez niego żydowskiej krwi jako zatrutej musimy głosić, że Mistyczne Ciało Chrystusa jest jedyną ustanowioną przez Boga nadprzyrodzoną społecznością, w której wszyscy - zarówno Żydzi, jak i ludzie niemojżeszowego wyznania, zarówno Niemcy, jak i nie-Niemcy - znajdują odkupienie. Musimy niezachwianie twierdzić, że łaska uświęcająca nieskończenie przewyższa każdy naród i każdą rasę. Podobnie jak Abraham przez swą wiarę i swe posłuszeństwo wysłużył sobie, by być przodkiem Głowy odkupionej ludzkości, a tym samym sprawić, by w tej Głowie płynęła żydowska krew, tak też my przez naszą wiarę i posłuszeństwo jesteśmy jego duchowymi przodkami, Semitami pod względem duchowym, członkami Mistycznego Ciała z jego nasienia. Podkreśla to papież Pius XI, kiedy użył wyrażenia: "Antysemityzm jest niedopuszczalny. Pod względem duchowym jesteśmy Semitami", skierowanego do uczestników belgijskiej pielgrzymki we wrześniu 1938 roku. Wyrażenie papieża Piusa XI jest echem jego wyrażenia, jakim posłużył się papież Pius IX zwracając się do nawróconych z judaizmu kapłanów. Ojców Lemman: "Jesteście synami Abrahama i ja też". Wyrażenie użyte przez papieża Piusa XI cytowano bardzo często, faktycznie tak często, że można by odnieść wrażenie, iż zostało użyte w celach propagandowych po to, by uwydatnić jeden aspekt sprawy, zwłaszcza że mało kto odwołuje się do wcześniejszych fragmentów wystąpienia papieża. Papież Pius XI powiedział też: "Niemożliwe jest, by chrześcijanie byli antysemitami, ale przyznajemy, że każdy ma prawo do obrony samego siebie, innymi słowy, do przedsiębrania niezbędnych środków ostrożności dla ochrony samego siebie przed wszystkim, co zagraża jego słusznym interesom". Tak więc w tej wypowiedzi papieża Piusa XI odnajdujemy dwa nurty, które przez stulecia ujawniały się w oficjalnych deklaracjach Stolicy świętej odnośnie do Żydów. Z jednej strony Najwyżsi Kapłani starali się ochronić Żydów przed fizyczną przemocą i zapewnić szacunek dla ich życia rodzinnego i ich kultu, jako życia i kultu osób ludzkich. Z drugiej strony bezustannie zmierzali do ochrony chrześcijan przed skalaniem żydowskim naturalizmem i usiłowali uniemożliwić Żydom przejęcie kontroli nad chrześcijanami. Występowanie tego drugiego nurtu trzeba mocno podkreślać, ponieważ w pewnym stopniu straciliśmy go z oczu w czasach współczesnych. Katolicy powinni zaznajomić się nie tylko z wielokrotnie powtarzanymi papieskimi potępieniami Talmudu, lecz także ze środkami podejmowanymi przez Najwyższych Kapłanów w celu ochrony społeczeństwa przed inwazją naturalizmu żydowskiego. W przeciwnym razie narażą się na pomówienie, że mówią na przykład o papieżu świętym Piusie V i papieżu Benedykcie XV jako o antysemitach i wykażą się ignorancją, jeśli chodzi o znaczenie życia nadprzyrodzonego i władzy Chrystusa Króla nad społeczeństwem.

Katolicy i naturalizm masoński

Widzieliśmy przede wszystkim, że papież Leon XIII kładł nacisk na konieczność zabezpieczania młodzieży od wpływów masonerii. "Niechże jej wychowanie stanie się głównym przedmiotem waszej troski i niech nie zna granic wasza gorliwość i czujność, jakie macie okazywać w celu powstrzymywania młodzieży od nauczycieli i szkół, w których można obawiać się zgubnego wpływu masonerii. Niech pod waszym kierownictwem rodzice, nauczyciele zakonni i kapłani troszczący się o dusze wykorzystują każdą okazję, by wyjaśniać doktrynę chrześcijańską, niech ostrzegają dzieci i uczniów przed zbrodniczym charakterem tych stowarzyszeń". Wpływ masonerii przeciwstawia się zawsze programowi Pana naszego Jezusa Chrystusa i zawsze prowadzi do liberalizmu i naturalizmu. "Powiedzcie waszym przyjaciołom - czytamy w Biuletynie masonów francuskich - że jesteśmy pierwszą i główną szkołą wzajemnej doskonałości i intelektualnego rozwoju ludzi. Masoneria jest rodzajem laboratorium, w którym stykają się ze sobą wszystkie wzniosłe idee epoki, aby następnie rozprzestrzenić się na wszystkie strony po świcie profanów w konkretnej i praktycznej postaci. Powiedzcie waszym przyjaciołom., że jesteśmy filozofią liberalizmu. Powiedzcie im wszystkim, troszcząc się przy tym o zachowanie sekretów masońskich". Widzieliśmy, po drugie, że papież Leon XIII obwieścił światu, iż "żaden katolik, który należycie ceni sobie wyznawanie wiary katolickiej i swoje zbawienie wieczne, nie może z jakiegokolwiek powodu zostać masonem... Mogłoby się komuś wydawać, że masoni nie żądają niczego, co otwarcie sprzeciwia się religii i dobrym obyczajom. Niemniej jednak ponieważ podstawowa ożywcza zasada masonerii jest występna i niemoralna, przystąpienie kogokolwiek do masonów albo pomaganie im w jakikolwiek sposób nie może być usprawiedliwione". Dodał też, że "ci, którzy przygotowują młodzież do godnego przyjmowania sakramentów, powinni działać mądrze i roztropnie, jeśli chcą nakłonić wszystkich] i każdego z osobna do podjęcia postanowienia, że nigdy nie wstąpią do żadnego stowarzyszenia bez uprzedniego, powiadomienia rodziców i bez zasięgnięcia porady i u księdza ze swojej parafii lub u swego kierownika duchowego". Zostać masonem to dla katolika znaczy tyle, co zdradzić naszego Pana. Po trzecie papież Leon XIII wzywa wiernych do kontrataku. "Ten gwałtowny atak (na życie nadprzyrodzone na świecie; dop. autora) musi być skontrowany przez energiczną obronę... Niech wszyscy szlachetni ludzie połączą się i utworzą ogromne stowarzyszenie działania i modlitwy... Ucieknijmy się do Błogosławionej Dziewicy Maryji, Matki Bożej, jako naszej Wspomożycielki i Pośredniczki, i do świętego Michała Archanioła, świętego Józefa oraz świętych Piotra i Pawła".

Potrzeba połączenia się katolików

"Wielokrotnie - pisał papież Pius XI - Nasze ojcowskie serce przejmował smutek z powodu rozbieżności, często bezzasadnych, które stawiają w przeciwstawnych obozach synów tej samej matki, Kościoła. W ten sposób rewolucjoniści, których wcale nie ma tak dużo, wykorzystując te niesnaski, mogą je jeszcze bardziej pogłębić i w końcu napuszczać jednych katolików na drugich". Dlatego "musimy zjednoczyć się w ogromnym wysiłku, by uzyskać to, że - ponieważ widzieliśmy, że rewolucję zainaugurowała Deklaracja praw człowieka i proklamowanie usunięcia Jezusa Chrystusa z życia społecznego - dostrzeżemy, iż koniec tej rewolucji nastąpi z chwilą uznania praw Bożych i obowiązków rodzaju ludzkiego wobec jego Zbawiciela i jego Króla.

1.jpg
Plik ściągnięto 14693 raz(y) 35.43 KB

 
 
Barakus 
Moderator
patriota


Dołączył: 08 Mar 2006
Posty: 492
Skąd: Tylko Polska
Wysłany: Pon Kwi 17, 2006 17:10   

Hanna Domańska - "Gdański Zakon Synów Przymierza. Dzieje żydowskiego wolnomularstwa w Gdańsku i Sopocie lata 1899 - 1938"

"Fragment

I. Wolnomularze i Żydzi
1. Wprowadzenie
Wolnomularstwo "stawia sobie za cel duchowe doskonalenie jednostki i braterstwo ludzi różnych religii, narodowości i poglądów. Opiera się na systemie etycznym wyrażonym w obrzędach wtajemniczenia. Właśnie obrzędowość odróżnia wolnomularstwo od różnych kierunków filozoficznych. Rytuał nic jest dodatkiem, nie jest formą masonerii. Jest masonerią"' . Loża jest zaś miejscem, "w którym Mularze zbierają się i pracują, przeto zgromadzenie, czyli właściwie zorganizowana społeczność Mularzy nazywana jest Lożą, a każdy z Braci winien należeć do jednej z nich i podlegać Regulaminowi oraz Przepisom ogólnym. (...) Osoby dopuszczone do członkostwa Loży muszą być dobrymi i prawymi ludźmi, wolnourodzonymi, rozsądnymi i w dojrzałym wieku, nie mogą być niewolnikami, ani też kobietami, ludźmi niemoralnymi lub skandalicznego prowadzenia się - przeciwnie muszą cieszyć się dobrą sławą, a także żadne prywatne zawiści lub spory nie mogą przedostać się przez drzwi Loży, tym bardziej jakiekolwiek spory co do religii, narodowości, czy polityki państwa".
Wolnomularstwo, zwane potocznie masonerią, jest w dzisiejszym rozumieniu organizacją świecką. Według ostatnich badań, ruch ten wywodzi się ze średniowiecza, kiedy to istniały bractwa budowlano-mularskie. W bractwach tych mistrz przekazywał swoją wiedzę uczniom za pomocą znaków, symboli oraz obrzędów, co ułatwiało ich zapamiętywanie. W XVII wieku bractwa przekształciły się w loże, gdzie zamiast formuł architektonicznych zaczęto zgłębiać istotę i budowę świata, panujące w nim stosunki społeczne, a także snuć rozważania o etyce i mistyce. Określenie "wolny mularz" z czasem przyjęło formę "wolnomularz", budowniczego zastąpił zaś wyznawca systemu opartego na tolerancji, wolności wiary i sumienia oraz miłości bliźniego. Cyrkiel, młotek i kielnia stały się narzędziami symbolicznymi, a stopnie ucznia, czeladnika oraz mistrza - stopniami wtajemniczenia. W zależności od tego, ile owych stopni przyznawano w lożach osiemnastowiecznych i późniejszych, nazwano je symbolicznymi bądź szkockimi. Lożom symbolicznym (stopień I - III) patronował Św. Jan Chrzciciel, stąd nazwano je świętojańskimi albo - od używanego koloru - błękitnymi. Patronem loży szkockich (IV - VII stopnia) był Św. Andrzej, używanym kolorem zaś - czerwony. W Gdańsku loże szkockie nazywano Wewnętrznym Wschodem. Oprócz stopni I - VII istniały też wyższe - do XXXIII stopnia - ale te przyznawano tylko w Królewcu.
Wolnomularstwo z czasów średniowiecza nazywa się teraz operatywnym, wolnomularstwo nowożytne zaś, utworzone w XVII wieku - spekulatywnym. To ostatnie powstało na Wyspach Brytyjskich jako dobrowolna forma organizowania grupy ludzi zamożnych, o wysokich walorach moralnych i etycznych. W dniu 24 czerwca 1717 roku ukonstytuowała się w Anglii Wielka Loża, nazywana teraz Lożą Matką Świata. Ten wiekopomny dla całego ruchu wolnomularskiego moment nastąpił w skromnej londyńskiej gospodzie "Pod Gęsią i Rusztem", którą niestety w 1894 roku rozebrano do fundamentów.
W 1723 roku ukazała się drukiem tzw. konstytucja pastora Jamesa Andersom, którą przyjęto jako statut Wielkiej Loży Londynu, a następnie Wielkiej Loży Anglii. Konstytucja ta, nazywana również Konstytucją Masońską, stała się podstawą ideową oraz organizacyjną wszystkich późniejszych lóż wolnomularskich oraz organizacji pokrewnych jak np. Niezależnego Zakonu Dziwnych Towarzyszy i Zakonu Synów Przymierza (Independent Order of Odd Fellows oraz Independent Order of B'nai B'rith). Organizacje te nie uzyskały patentu Wielkiej Loży Anglii, gdyż omijano w nich typową wolnomularską mistykę oraz niezależność narodową.
W ciągu XVIII wieku wolnomularstwo rozprzestrzeniło się po całej Europie. Dotarło także na drugą półkulę, do Ameryki Północnej. Popularność ruchu w szerokich rzeszach inteligencji oraz zamożnego mieszczaństwa wzbudziła niepokój Watykanu. Papież Klemens XII wydał 28 kwietnia 1738 roku bullę In eminenti apostolatus specula, potępiającą wolnomularzy za swobodę religijną oraz zachowywanie w tajemnicy spraw związanych z działalnością lóż. Była to pierwsza, ale nie ostatnia krytyka wolnomularstwa. Zmasowany atak nastąpił pod koniec XVIII wieku, w okresie Rewolucji Francuskiej oraz ruchów niepodległościowych we Włoszech oraz w pierwszej połowie XIX wieku (Wiosna Ludów, jednoczenie Włoch), gdy doszło do likwidacji Państwa Kościelnego. W owym okresie powstały publikacje eks-jezuity Augustina Barruela, który we Francji szerzył pogląd, że wolnomularstwo jest "międzynarodówką szatana", która z pomocą Żydów chce opanować świat. W ślad za Barruelem pogląd ten powtarzali jego zwolennicy, bądź ludzie jego pokroju przez cały XIX wiek, a także w XX wieku.
Dalekim echem tego nastawienia mogą być ulotki, które pojawiły się w 1999 roku w Poznaniu. Ulotki te głosiły, że "masoni działają w sposób tajny i wbrew polskim interesom (...). Są zwolennikami likwidacji państwa". Podobne w tonie wypowiedzi głosi do dziś Radio Maryja, usłyszeć je też można z Trybuny Sejmowej. Jak słusznie napisał Janusz Tazbir w 1991 roku w "Gazecie Wyborczej": "Pojęcie spiskowej wizji dziejów zwalnia poniekąd od wysiłku umysłowego; zamiast obrazu historii, w której wiele wydarzeń bywa rezultatem zbiegu okoliczności czy wręcz głupoty, o wiele bardziej kuszące wydaje się przyjęcie tezy, iż sterują nią tajemnicze siły, działające z premedytacją".
Krótko mówiąc, że wszystkiemu są winni Żydzi, masoni i cykliści, bo zagrażają integralności narodowej, społecznej, religijnej oraz wywierają zgubny wpływ na sprawy polityczne."




Śladami sopockich i gdańskich wolnomularzy.

Właśnie w Polsce powstała najkrótsza chyba definicja wolnomularza: "mason nie jest niczem innem jak sztucznym żydem"... Hanna Domańska w swojej najnowszej książce "Gdański Zakon Synów Przymierza. Dzieje żydowskiego wolnomularstwa w Gdańsku i Sopocie w latach 1899-1938" opisuje ludzi i miejsca związne z wolnomularstwem, walczy ze stereotypami i przesądami, niepomna na przestrogi Apage Satanas!

Wstęp do książki Hanny Domańskiej napisał prof. Tadeusz Cegielski, znawca tematu związany z Towarzystwem Przyjaciół Sztuki Królewskiej, zaznaczając na samym początku: Temat może wzbudzić zdziwienie tych Czytelników, którzy w zgodzie z obiegowymi opiniami skłonni byliby utożsamiać masonerię z aktywnością bliżej nieokreślonych "kręgów żydowskich". (...)Autorka kompetentnie i taktownie przypomina, że zrodzone w Anglii z początkiem XVIII wieku wolnomularstwo spekulatywne, pomimo deklaracji otwarcia się na wszystkie religie monoteistyczne, w praktyce dalekie było od tolerowania judaizmu w swoich szeregach. Nie zarzucajmy jednak nietolerancji religijnej czcigodnym Ojcom Założycielom Wielkiej Loży Londynu w dniu św. Jana Chrzciciela 1717 r. Wyjaśnijmy od razu, że głębszym celem powołanej wówczas struktury organizacyjnej było pojednanie zwaśnionych wyznań chrześcijańskich - wyjaśnia prof. Cegielski.

Dzieje żydowskich lóż w Sopocie i Gdańsku Hanna Domańska umieściła na tle ogólnej historii wolnomularstwa w obu tych miastach. Wprowadza też czytelnika w początki powstania masonerii, cytuje fragmenty statutu: Wolnomularstwo "stawia sobie za cel duchowe doskonalenie jednostki i braterstwa ludzi różnych religii, narodowości i poglądów. Opiera się na systemie etycznym wyrażonym w obrzędach wtajemniczenia. Właśnie obrzędowść odróżnia wolnomularstwo od różnych kierunków filozoficznych. Rytuał nie jest dodatkiem, nie jest formą masonerii. Jest masonerią"(...) "Osoby dopuszczone do członkostwa Loży muszą być dobrymi, prawymi ludźmi, wolnourodzonymi, rozsądnymi i w wieku dojrzałym, nie mogą być niewolnikami, ani też kobietami, ludźmi niemoralnymi lub skandalicznego prowadzenia się - przeciwnie muszą cieszyć się dobrą sławą, a także żadne prywatne zawiści lub spory co do religii, narodowości, polityki czy państwa".

To tylko cytat z książki Hanny Domańskiej "na zaostrzenie apetytu". Sporo w niej frapującyh historii, napisanych w sposób przystępny z niezwykłą umiejętnością popularyzacji nieławtego - i jak rozległego! - przecież tematu. Mnóstwo tam szczegółów, podpartych żmudnym studiowaniem ksiąg adresowych i wielu innych dokumentów. Książka może być znakomitym przewodnikiem po żydowskich lożach w Gdańsku i Sopocie. Może warto wybrać się na taką wycieczkę?

Książka została wydana - niezwykle starannie - przez gdyńską oficynę Uraeus.

http://www.trojmiasto.pl/...5844&archiwum=0

1.jpg
Plik ściągnięto 14690 raz(y) 26.34 KB

 
 
Konrad Dorso

Dołączył: 17 Lut 2009
Posty: 4
Skąd: Warszawa
Wysłany: Sro Lut 18, 2009 17:34   

Na stronie http://chomikuj.pl/Abifraim/Masoneria do ściągnięcia artykuł w pdf "Żydowski Niezależny Zakon Synów Przymierza (B'nei B'rith) podczas kampanii antymasońskiej 1938 roku" (z "Almanachu Historycznego")

 
 
pudlidudli 


Dołączył: 25 Sty 2010
Posty: 363
Skąd: Resko
Wysłany: Nie Lut 21, 2010 08:59   

Panstwo w Panstwie - Zydzi w Polsce





Lista znanych Zydow majacych wplyw na rzady w Polsce



1. Jacek AMBROZIEWICZ b. szef URM u Mazowieckiego

2. Boguslaw BAGSIK aferzysta, ukradl 4.5 mln.dol.

3. Leszek BALCEROWICZ b. V-Premier, Min. Finansow

4. Ryszard BUGAJ Przew.UP-zbiorow zyd.-kom.

5. Zbigniew BUJAK Unia Pracy, agent w NSZZ "Solidarnosc"

6. Juliusz Jan BRAUN Unia Wol., Przew.Sejm.Kom.Kult.

7. Michal BONI b. Min.Pracy, liberal

8. Bogdan BORUSEWICZ Unia Wolnosci

9. Jan Krzysztof BIELECKI b. Premier RP, Unia Wolnosci

10. Marek BOROWSKI V-Premier, Minister Finansow

11. Andrzej CELINSKI Unia Wolnosci

12. Jerzy CIEMNIEWSKI Unia Wolnosci

13. Elzbieta CHOJNA-DUCH V-Minister Finansow

14. Wieslaw CHRZANOWSKI b. Marszalek Sejmu, przew.ZChN

15. Izabela CYWINSKA b. Min. Kultury

16. Kazimierz DEJMEK Minister Kultury

17. Ludwik DORM V-Przew. Poroz. Centrum

18. Andrzej DRAWICZ b. Prezes Radiokomitetu

19. Marek EDELMAN sztandarowa postac dzial. Zydow

20. Lech FALANDYSZ z-ca Szefa Kancelarii Prezydenta

21. Dariusz FIKUS Red. Nacz.RZECZYPOSPOLITA

22. Wlasyslaw FRASYNIUK Unia Wolnosci

23. Aleksander GAWRONIK aferzysta

24. Bronislaw GEREMEK U.W. glowny ideolog Antypol.

25. Hanna GRONKIEWICZ-WALZ Prez. Narod. Banku Polskiego

26. Aleksander HALL Przew. Partii Konserwatywnej

27. Bogdan JASTRZEBSKI Wojewoda Warszawski

28. Andrzej JONAS Przew. Unii Wydawcow Prasy

29. Jaroslaw KACZYNSKI Przew. Porozumienia Centrum

30. Lech KACZYNSKI b.Prezes Najw.Izby Kontroli

31. Wieslaw KACZMAREK Min.Przekszt.Wlasnosciowych

32. Stefan KAWALEC b. Dyr.w Min.Finans. Bank Slaski

33. Bronislaw KOMOROWSKI b. Wicemin. Obr. Narodowej

34. Marian KRZAK Przew. Zw. Bankow Polskich

35. Piotr NOWINA KONOPKA Unia Wolnosci

36. Waldemar KUCZYNSKI b. Min.Przek .Wlasnosci

37. Zofia KURATOWSKA V-Marszalek Sejmu U.W.

38. Jacek KURON 1948 Szczecin likw. ZHP, czlonek KC PZPR, organizator czerwonego harcerstwa

39. Krzysztof KOZLOWSKI b. Minister Spraw Wewnetrznych

40. Aleksander KWASNIEWSKI byly czl.KC PZPR, przew.SLD

41. Barbara LABUDA Unia Wolnosci

42. Jan LITYNSKI Unia Wolnosci

43. Bazyli LIPSZYC b. doradca Min.Finansow

44. Janusz LEWANDOWSKI b. Min. Przekszt. Wlasn.

45. Wojciech MANN wlasciciel Radia KOLOR

46. Ewa LETOWSKA b. Rzecz. Praw Obywatelskich

47. Maciej LETOWSKI zastepca red. naczelnego LAD-u

48. Krzysztof MATERNA wspolwlasciciel Radia KOLOR

49. Tadeusz MAZOWIECKI b.Prem., b.Przew. Unii Wolnosci

50. Adam MICHNIK Red. Nacz. GAZETY WYBORCZEJ

51. Wojciech MACIAG b. Wiceminister Finansow

52. Aleksander MALACHOWSKI V-Marszalek Sejmu,Unia Pracy

53. Witold MODZELEWSKI Wiceminister Finansow

54. Tomasz NALECZ Unia Pracy

55. Piotr NAJMSKI Przew.Klubu Atlantyckiego

56. Marek NOWICKI Kom. Hel. Praw Czlowieka

57. Malgorzata NIEZABITOWSKA b.Rzecz.Pras.Mazowieckiego

58. Michal OGOREK tworca Antypolonizmu

59. Janusz ONYSZKIEWICZ b. Min.Obr.Nar., Unia Wolnosci

60. Jerzy OSIATYNSKI b. Min. Finansow,Unia Wolnosci

61. Daniel PASSENT publicysta

62. Aleksander PASZYNSKI b. Minister Budownictwa

63. Andrzej POTOCKI Rzecz. Pras. Unii Wolnosci

64. Danuta PIONTEK byznesmenka, Part. Suchock.

65. Mieczyslaw RAKOWSKI b.I.Sekr.PZPR, b.Prem.PRL

66. Alicja RESICH-MODLINSKA prezenterka w TVP

67. Jan Maria ROKITA b. szef URM, Unia Wolnosci

68. Wieslaw ROZLUCKI Prezes Gieldy Pap. Wartosciowymi

69. Jan RUTKIEWICZ Burmistrz W-wa Srodmiescie

70. Tadeusz ROSS tworca Antypolonizmu

71. Ireneusz SEKULA aferzysta, b. V-Premier PRL-u

72. Ernest SKALSKI z-ca Red.Nacz. GAZETY WYBOR.

73. Krzysztof SKUBISZEWSKI b. Min. Spraw Zagranicznych

74. Marek SIWIEC Krajowa Rada Radiofonii I TVP

75. Andrzej SZCZYPIORSKI Literat, tworca Antypolonizmu

76. Hanna SUCHOCKA b. Premier, Unia Wolnosci

77. Marcin SWIECICKI b.czl.KC PZPR,Prez.W-wy, UW

78. Jacek SERYUSZ-WOLSKI Integracja d/s Europejskich

89. Tadeusz STRYJCZYK b.Min.Przem.,doradca Suchockiego

80. Grazyna STANISZEWSKA Unia Wolnosci

81. Szymon SZURMIEJ Przew.Sw.Federacji.Zydow Polskich

82. Anna SZULC Prezenterka TVP

83. Ewa SPYCHALSKA Przewodn. OPZZ

84. Jacek TAYLOR Unia Wolnosci

85. Jerzy TUROWICZ sztandarowa postac Zydow w Posce

86. Witold TRZECIAKOWSKI b.Min.w rzadzie Mazowieckiego

87. Jerzy URBAN b.Przew.Radiokom.,b.Rzecz.Pras.

rzadu PRL,red.nacz.tygodnika NIE

88. Kazimierz UJAZDOWKI Koalicja Konserwatywna

89. Janusz WAISS wspolwlasciciel Radia "ZET"

90 Piotr WIERZBICKI red. nacz. GAZETY POLSKIEJ

91. Andrzej WIELOWIEJSKI Unia Wolnosci

92. Henryk WUJEC Unia Wolnosci

93. Andrzej WOYCIECHOWSKI wlasciciel Radia "ZET"

94. Wojciech ZIEMBINSKI Str.Wiern.Rzeczypospolitej,

agentura zydowsko - niem.

95. Andrzej ZAREMBSKI b. Rzecz.Pras.Kr.Rady Rad.i TVP

96. Andrzej ZOLL Przew. Trybun. Konstytucyjnego.

97. Antoni MACIEREWICZ b. Min.Spr.Wew., Przew. Ak.Pol.



Liste sporzadzono na podstawie Kartoteki Ludnosci Centralnego Biura Adresow MSW. Nr arch.: 1/6526/1; Data Arch.: 9.07.1984r.; Organ Rej.: Wydz. III-2SUSW W-wa;Nr Rej:. 14750-99;Data Rej.: 29.06.1969r.



Madry Zyd to zakonspirowany Zyd.
Zdemaskowany Zyd to glupi Zyd. Talmud





Cytaty z ulotki przedwyborczej:

4 miliony Zydow zamieszkalych w Polsce jest czlonkami Swiatowej Federacji Zydow - wedlug oswiadczenia Szymona Szurmieja w Telewizji Warszawskiej.

Udokumentowanych jest w zasobach archiwalnych MSW 2 miliony i 700 tysiecy, w czym olbrzymia liczba Zydow ukrywajacych swoje pochodzenie.

Wiekszosc Zydow zajmuje kluczowe stanowiska w mass-mediach, kulturze, polityce i gospodarce.

Zydzi twierdzili, ze w obozach zginelo 3 mln 400 tys. czyli 100% ludnosci zydowskiej z przedwojennej Polski! Ostatnie kalkulacje podaja 110 tysiecy.

Przed i w 1939 roku Zydzi polscy uszli przewaznie do Zwiazku Sowieckiego. Oni powrocili przebrani za II Dywizje Piechoty tzw. Wojska Polskiego.

Jakub Berman i inni zydowscy zbrodniarze wojenni wprowadzili wladze "zydokomuny" terrorem. Wyszkoleni przez NKWD Zydzi z Rosji tworzyli 70% ilosci "pracownikow" i cale kierownictwo Urzedu Bezpieczenstwa. Ludzie gineli jak za czasow bolszewickiej rewolucji w Rosji. Ponad 1 milion polskich patriotow przeszedl przez ciezkie wiezienia i obozy pracy niewolniczej, jak w kopalni uranu w Kowarach. 1 milion 100 tysiecy wywieziono do gulagow w Zwiazku Sowieckim, w tym co najmniej 300 tysiecy inteligencji mogacej utworzyc administracje panstwa. Nieokreslona liczbe patriotow z AK, NSZ, BCh i opozycje rozstrzelano, zameczono na smierc lub latami trzymano w wiezieniach.

W walce z okupantem hitlerowskim zginelo 10% stanu zolnierzy AK. Pod okupacja sowiecka zginelo 90%.

Zydzi polscy szpiclowali i wyszukali opozycje polska i sporzadzili listy w Gminach Zydowskich, wedlug ktorych NKWD zlikwidowalo polskich patriotow.

W 1989 przeprowadzono "holocaust" na narodzie polskim postanowieniem tajnego rzadu zydowskiego, Sanhedrynu brukselskiego: Miedzynarodowy Fundusz Walutowy zdewastowal kraj "prywatyzacja" i lichwiarskim zadluzeniem przeprowadzonym glownie przez Zydow Sachsa i Sorosa.

Obecna elita polityczna to dzieci mordercow, jak W. Cimoszewicz i M. Borowski. Ich rodowod polityczny to KPP, PPR, PZPR, UW i UP.

Kiedy Natanyahu przyjedzie do USA, to spotyka sie z organizacjami zydowskimi. Kiedy Cimoszewicz, Kwasniewski przyjechali to - tez, ale nie spotkali sie z Kongresem Polskim i uchodzcami polskimi.

Zydzi zmienili nazwiska, niektorzy nawet imiona rodzicow i obecnie pozuja na najlepszych Polakow.

Zydzi ksztalcili sie korzystajac z przywilejow w "zydokomunie", a obecnie ksztalca nastepny swoj miot w prywatnych szkolach i uniwersytetach zgranicznych. Przyklad: Hanna Suchocka (Haike Silberstein) lub K. Skubiszewski (Szymon Szimel).

Hanna Suchocka (Haike Silberstein) uczestniczyla w ostatniej konferencji Bilderbergow. Jej uzgodnienia tam sa trzymane w tajemnicy przed Polakami.

Aaron Szechter (Adam Michnik) powiedzial w telewizji australijskiej, gdzie wystapil w jarmulce, ze Zydzi w Polsce przygotowuja ekspansje i moga ja zrealizowac, gdyz Polacy to stado tepych baranow.

Wyniki wyborow ulegly dystorcji przez zawile i pokretne ordynacje.

Ksiadz pralat Henryk Jankowski postuluje, aby kandydat w wyborach musial okazac sie swiadectwem, ze jest Polakiem wywodzacym sie z conajmniej trzech pokolen polskich i nie ze zdrajcow ojczyzny (nie daleko pada jablko od jabloni), zeby Polska byla Polska. Na to istnieje precedens Anglii, Izraela, Japonii i Szwecji.

Jednak Zydzi kontroluja 90% prasy a takze wydawnictwa, telewizjê i radio i urabiaja opinie wyborcow propagand’. Powoduja oni podwojnym standartem prawdy i dezinformacja zamet w spoleczenstwie, demoralizacje, podwazaja katolicyzm, z ktorego narod czerpie swoja sile, poprzez sprzeciwianie sie naukom Kosciola itd. W Polsce, jak w USA, obowiazuje Political Correctness (poprawnosc polityczna). "Gazeta Wyborcza" i "Nie" to gazety zydowskie. Zydostwo stworzylo panstwo w panstwie.

Unia Wolnosci jest partia zydowska. Inne partie sa zinfiltratrowane przez manipulatorow zydowskich.

2 tysiace agentow Mosadu spenetrowalo gospodarke i polityke.

Plany Zydow:

- wyniszczyc kraj finansowo;

- pozbawic 5 milionow pracownikow posad poprzez zrujnowanie zakladow pracy, nawet tych które przetrwaly od 1918 roku;

- zrujnowac rolnictwo aby 3 miliony rolnikow emigrowalo "za chlebem";

- "oczyscic" kraj z inteligencji patriotycznej;

- wyludnic kraj innymi sposobami do liczby 15 milionow Polakow, ktorzy beda sluzyc kolonizatorom zydowskim za wyrobnikow;

- zwiekszyc oplaty za uniwersyteckie studia i nauke w szkolach srednich, aby Polacy mieli tylko podstawowe wyksztalcenie niezbedne do najemnej pracy w resorcie uslug i pracy robotniczej wedlug schematu wypracowanego na Palestynczykach.

http://www.polonica.net/Zydzi-w-Polsce.htm
 
 
Jakub 
Administrator


Dołączył: 25 Lut 2006
Posty: 16403
Skąd: Oława
Wysłany: Nie Lut 21, 2010 11:21   

Cytat:
9. Marek EDELMAN sztandarowa postac dzial. Zydow


No akurat ten człowiek na pewno nie powinien znaleźć się na tej negatywnej liście, chyba że jedynym kryterium jest tutaj sam fakt pochodzenia. Nie mniej całym swoim życiem ten człowiek świadczył o tym jak głęboko gardzi tymi z listy. Chyba , że jest coś o czym nie wiem.
_________________
Jakub

Wpierw będą cię ignorować , później będą się śmiać, jeszcze później będą atakować, na końcu dopiero wygrasz.
Mahatma Gandhi (1869-1948)
 
 
 
Jakub 
Administrator


Dołączył: 25 Lut 2006
Posty: 16403
Skąd: Oława
Wysłany: Sro Lut 10, 2016 21:26   

Link od Mirdada:
http://wolna-polska.pl/wi...jak-2016-01#top
_________________
Jakub

Wpierw będą cię ignorować , później będą się śmiać, jeszcze później będą atakować, na końcu dopiero wygrasz.
Mahatma Gandhi (1869-1948)
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group